Jak wczoraj ujawnił "DGP", delegacja z Ewą Kopacz na czele ma się spotkać z szefem komunistycznego parlamentu Zhang Dejiangiem dokładnie 4 czerwca, w 24. rocznicę masakry na placu Tiananmen. W dodatku do rozmów dojdzie w siedzibie parlamentu, którego okna wychodzą właśnie na plac. – Podczas tego godzinnego spotkania będziemy mówić o prawach człowieka – zapewniała wczoraj marszałek.

Trudno mi sobie wyobrazić, aby którekolwiek z dużych państw zachodnich wysłało wysokich urzędników do Chin akurat 4 czerwca, zwłaszcza gdyby do spotkania miało dojść w budynku stojącym przy placu Tiananmen – mówi "DGP" Steve Tsang, znawca Chin z uniwersytetu w Nottingham. – Zresztą w przypadku USA czy Niemiec nie doszłoby nawet do próby umówienia takiej wizyty. Chińczycy wiedzą, że zachodni politycy nie zgodziliby się na nią, a nawet gdyby, po przyjeździe otwarcie wypominaliby gospodarzom wydarzenia z 1989 r. – dodaje.

Nawet szept o prawach człowieka w tym symbolicznym dniu, tam w Chinach, będzie miał większe znaczenie niż krzyk o prawach człowieka gdziekolwiek indziej. Izolowanie się od Chin, niemówienie o prawach człowieka, kiedy u nas zwycięża demokracja, nie przyniesie żadnego efektu – przekonywała wczoraj Ewa Kopacz. Jej zdaniem fakt, że rocznica Tiananmen zbiega się jednocześnie z 24-leciem pierwszych częściowo wolnych wyborów w PRL, jest okazją, by polski przykład promieniał na Państwo Środka.

Wiceprzewodnicząca PO dowodziła też, że grzechem byłoby nie skorzystać ze zmiany warty w Pekinie (w marcu władzę przejęło piąte pokolenie komunistycznych przywódców z prezydentem Xi Jinpingiem na czele), gdy inne państwa starają się o krociowe kontrakty biznesowe. Kopacz argumentowała też, że przed kilkoma dniami z premierem ChRL Li Keqiangiem spotkała się kanclerz Niemiec Angela Merkel. Tyle że rozmowa nie miała miejsca w rocznicę krwawej rozprawy komunistycznych władz z wolnościowymi aspiracjami Chińczyków.

Zajmujący się sprawami zagranicznymi politycy Platformy unikają komentarzy. Wyłamał się tylko Andrzej Halicki. – Ten dzień może być wykorzystany przez chińską propagandę, by pomniejszać koszmar tamtych zdarzeń. W taki dzień przypominałbym o nich z daleka, zamiast prowokować inne interpretacje – mówił poseł PO na antenie Tok FM. Rządząca Komunistyczna Partia Chin nie tylko do dziś nie rozliczyła się z masakry, lecz także walczy z każdym przejawem pamięci o ludziach, którzy wówczas zginęli. W ostatnich latach na oficjalne wizyty w ChRL w rocznicę Tiananmen decydowali się wyłącznie politycy z krajów pozostających na bakier z demokracją, jak Kuwejt czy Rosja. – Nieprawdą są doniesienia medialne, jakoby MSZ próbowało nakłonić panią marszałek do zmiany daty lub odwołania wizyty – mówił wczoraj rzecznik resortu Marcin Bosacki. MSZ być może nie próbowało, ale nieoficjalnie wiemy, że na niezręczność tej konkretnej daty zwracała Warszawie uwagę nasza ambasada w Pekinie.