Wygląda na to, że cierpliwość księdza Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego się wyczerpała. Jak przypomina na swoim blogu, przez ostatnie dwa lata brał udział w marszach 13 grudnia, organizowanych przez Prawo i Sprawiedliwość. W tym roku jednak nie ma zamiaru wybrać się na demonstrację.

Dlaczego? Między innymi za to, jak Jarosław Kaczyński występował na Ukrainie.

Parę dni temu w Kijowie Jarosław Kaczyński stanął w cieniu czerwono-czarnych flag UPA przy boku banderowca i faszysty Oleha Tiahnyboka, szefa antypolskiej i antysemickiej partii "Swoboda", która depcze pamięć pomordowanych Polaków, Ormian i Żydów oraz domaga się m.in. oderwania 19 południowo-wschodnich powiatów pod Polski. Czy którykolwiek polityki niemiecki czy francuski stanąłby przy boku gloryfikatora SS i Gestapo lub kogoś, kto domaga się rewizji granic państw należących do Unii Europejskiej i NATO? - pyta ksiądz Isakowicz-Zaleski.

Przy tej okazji pozwala sobie również na przytyk nie tylko pod adresem prezesa PiS, ale także prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Jarosław Kaczyński nie wziął udziału w Marszu Pamięci, organizowanym 11 lipca br. przez rodziny pomordowanych przez zbrodniarzy z UPA i SS Galizien. Wysłał jedynie swoich przybocznych. W podobny sposób zachował się jego brat, śp. prezydent Lech Kaczyński, który, pomimo wcześniejszych deklaracji, nie przyszedł 11 lipca 2008 r. na Skwer Wołyński w Warszawie, aby pomodlić się za ofiary "Krwawej Niedzieli" na Wołyniu - podkreśla duchowny.

Co kierowało prezydentem Kaczyńskim? Ksiądz Isakowicz-Zaleski nie owija w bawełnę:

Ponad pamięć o pomordowanych obywatelach Drugiej Rzeczypospolitej, w tym też sprawiedliwych Ukraińcach, postawił on doraźny sojusz z "pomarańczowym" prezydentem Wiktorem Juszczenko, który zbrodniarzy Stepana Banderę i Romana Szuchewycza ogłosił bohaterami narodowymi Ukrainy - komentuje na swoim blogu.

Czytaj także: Kaczyński jedzący zupę robi furorę na Majdanie >>>