Napięta sytuacja na wschodzie Ukrainy. Wciąż zajęte budynki państwowe w Doniecku i Ługańsku. Prorosyjscy separatyści zajęli też siedzibę władz w Charkowie. W nocy jednak budynek odbiły siły specjalne milicji. Destabilizacja wschodu Ukrainy to, zdaniem Piotra Tymy, scenariusz rozpisany w Moskwie. Gość PR 24 wskazuje również na działania najpotężniejszego z ukraińskich oligarchów.

Reklama

Szef Związku Ukraińców w Polsce zaznacza, że scenariusz realizowany przez separatystów jest w dużej mierze reżyserowany z Kremla za pomocą rosyjskich służb. To one, zdaniem szefa ZUwP prze lata budowały struktury organizacji prorosyjskich, które obecnie uaktywniły swoją działalność. Do tego, jak wskazuje Piotr Tyma, oprócz miejscowych separatystów, na wschodzie Ukrainy działają również tzw. "turyści", czyli osoby, które z Rosji przyjechały protestować na Ukrainę.

Piotr Tyma podkreśla, że separatyzm jest również na rękę niektórym oligarchom. W nocy z separatystami rozmawiał najbogatszy z Ukraińców - Rinat Achmetow. Poparł niektóre z żądań. Ekspert wskazuje, że eskalacja napięcia to również sprawka Achmetowa. Jak zaznacza, istnieją poważne podejrzenia, że część separatystów jest organizowana przez oligarchę. On sam, przedstawiając się jako wyraziciel ich pozycji wobec Kijowa - wypracowuje sobie mocny kapitał polityczny.

Władze w Kijowie mówią o możliwej interwencji ze strony Rosji. Zdaniem Piotra Tymy, gdyby do tego doszło, mieszkańcy wschodnich obwodów nie poparliby tak jednoznacznie interwencji, tak jak to miało miejsce na Krymie, bowiem nastroje pro-ukraińskie w wielu miastach wschodu są dość silne.

W nocy w Charkowie ukraińskie centralne władze podjęły zdecydowane kroki. Odziały specjalne milicji wyprowadziły z budynku i aresztowały ponad 70 separatystów. Ukraińska Rada Najwyższa zaostrzyła kary za separatyzm. Osoby, których działania mają na celu zmianę granic Ukrainy, mogą być skazane na karę od 3 do 5 lat pozbawienia wolności.