Dziennik Gazeta Prawana logo

Łukasz Bąk: A teraz Europę najadą Koreańczycy

18 września 2015, 15:45
Ten tekst przeczytasz w 6 minut
Łukasz Bąk
Łukasz Bąk/Dziennik Gazeta Prawna
Niemcy i Japończycy mają poważne powody, aby czuć się zaniepokojeni poczynaniami Koreańczyków. I nie doszedłem do tego wniosku po teście luksusowego hyundaia genesisa, oryginalnej kii soul czy limuzyny Optima. Przekonał mnie o tym hyundai i20, z którego dopiero co wysiadłem – mały miejski hatchback. Auto z samego dołu motoryzacyjnej hierarchii.

Jestem pod ogromnym wrażeniem postępu, jakiego w ostatnich latach dokonali Koreańczycy. W zaskakująco krótkim czasie udało się im wdrapać się na fotel zajmowany od dziesięcioleci przez Japończyków i zepchnąć ich z niego bez zbędnych ceregieli, fanfar i rozdmuchiwania sprawy. Po prostu dali im kopa w tyłek. Na wielu płaszczyznach. Weźmy taki sprzęt elektroniczny: jeszcze 10–15 lat temu każdy normalny człowiek marzył o telewizorze Sony, wieży Panasonica i laptopie Toshiby, podczas gdy wyrażenie „koreańska technologia” kojarzyło się wyłącznie z jakimś tajemniczym sposobem opiekania psa. Tymczasem dzisiaj w naszych domach stoi pełno wyświetlaczy w rozmiarze Australii opatrzonych znaczkami Samsunga albo LG, które w kategorii „value for money” zdają się być bezkonkurencyjne.

Pralki, lodówki, odkurzacze, telefony, szczoteczki do zębów, aparaty słuchowe, maszynki do mięsa, sokowirówki, wibratory, komputery, sterowniki do wyrzutni rakiet, stymulatory sutków – te i wiele innych rzeczy to dziś domena narodu, w którym osobniki mierzące 1,5 metra wzrostu uznawane są za wysokie i postawne. Narodu, którego język przypomina szczekanie upitego labradora. I któremu filozofia konfucjańska każe kłaniać się tak nisko i tak często, że w zasadzie wygodniejsze i bardziej sensowne byłoby chodzenie cały czas na czworakach. Jak to możliwe? No więc Koreańczycy mają aktualnie tę przewagę nad Japończykami, że uwielbiają podpatrywać i kopiować, a przez to szalenie szybko się uczą. Podczas gdy przeciętny pracownik Toyoty przez cały dzień myśli głównie o tym, w jaką dziwną rzecz wsadzi swojego wacka tego wieczoru, to w Kii i Hyundaiu kombinują, jak wsadzić zawieszenie z golfa do swoich nowych kompaktów tak, żeby nikt się nie pokapował.

Pamiętam, jak jeszcze 10 lat temu, kiedy spacerowałem po targach samochodowych w Genewie czy we Frankfurcie, w oczy rzucali mi się Koreańczycy wczołgujący się pod najnowsze osiągnięcia motoryzacji i robiący zdjęcia najmniejszym częściom w ich podwoziach. Wyposażeni w suwmiarki, poziomice i ołówki dokładnie mierzyli i sprawdzali najdrobniejsze elementy, a następnie wszystko skrupulatnie odnotowywali w swoich kajetach. Japończycy pod rękę z Niemcami stali wówczas z boku, wytykali ich palcami i z zadartymi w poczuciu wyższości nosami mówili: „Nie dacie rady. Wasze auta zawsze będą wyglądały jak zawartość koziego żołądka i miały jakość świecowych kredek”.

Tymczasem okazało się, że filozofia polegająca na podglądaniu i wzorowaniu się przyniosła zaskakujące rezultaty. Tak zaskakujące, że na tegorocznych targach w Genewie widziałem jakiegoś bardzo ważnego człowieka z Volkswagena na stoisku Kii, który pokazywał jakiś model swoim trzem niższym rangą kamratom. Najpierw wskazał na bagażnik i zapytał ich: „Dlaczego wy nie potrafiliście tego tak zrobić?”. A gdy zamiast jednoznacznej odpowiedzi usłyszał tylko przeciągłe „Yyyyyy....” oraz „Eeeee....”, zrobił się bardzo czerwony, bardzo zły i bardzo pobudzony. Z potoku słów, który wypłynął nagle z jego ust, zrozumiałem tylko tyle, że jednego ze swoich towarzyszy kazał rozstrzelać, a drugiego zwolnił. Zaś do trzeciego krzyczał coś o lewatywie i tłumiku passata, wykonując przy tym gest Kozakiewicza.

Niemcy i Japończycy mają poważne powody, aby czuć się zaniepokojeni poczynaniami Koreańczyków. I nie doszedłem do tego wniosku po teście luksusowego hyundaia genesisa, oryginalnej kii soul czy limuzyny Optima. Przekonał mnie o tym hyundai i20, z którego dopiero co wysiadłem – mały miejski hatchback. Auto z samego dołu motoryzacyjnej hierarchii. Bardzo dobrze wygląda i ma – jak na swoją klasę – dużo miejsca we wnętrzu oraz prawie 340-litrowy bagażnik. Jest przy tym wykonany lepiej niż niejeden europejczyk. Nawet zwykły plastik, z którego wykonano większość elementów deski rozdzielczej, sprawia wrażenie porządnego i trwałego. Obsługa jest banalnie prosta, a na szczycie konsoli środkowej znalazło się coś, czego brakuje mi w większości nowych samochodów: fabryczny uchwyt do smartfona z wbudowanym gniazdem do ładowania i synchronizacji z radiem. W ten sposób tanim kosztem wyposażono i20 w nawigację, bibliotekę muzyczną i zestaw głośnomówiący.

Komfort, wyciszenie wnętrza, fotele, układ kierowniczy – w absolutnie wszystkich tych kategoriach mały hyundai dogonił swoich konkurentów, a większość z nich nawet wyprzedził. Oczywiście prowadząc go, nie doznacie żadnego olśnienia, z podniecenia nie stwardnieją wam sutki i nie będziecie wstawać w środku nocy tylko po to, żeby sobie na niego popatrzeć. Ale naprawdę trudno mi sobie wyobrazić lepszy zwykły miejski samochodzik. Kupując go, musicie tylko wystrzegać się najmniejszego 75-konnego silnika benzynowego. Da się go przełknąć, jeżeli podróżujecie tylko od skrzyżowania do skrzyżowania, a pomiędzy tymi podróżami robicie 15-minutowe przerwy na papierosa. Spróbujcie jednak tylko zbliżyć się do tablicy „koniec terenu zabudowanego”, a wszystkie te konie w popłochu rozbiegną się po lasach i polach. Pod maską nie zostanie żaden, w związku z czym i20 w ogóle nie będzie się rozpędzać. Próbowałem zmierzyć czas, w jakim przyspiesza do autostradowych 140 km/h, ale skończył mi się kalendarz. Płyty tektoniczne mają w sobie więcej wigoru niż ta wersja. Na szczęście w ofercie jest jeszcze 100-konny benzyniak. Ale nie powiem wam, jak jeździ, bo w dniu, w którym miałem go odebrać, zepsuł mu się zamek w bagażniku. Możliwe, że zaryglował się w nim jakiś Niemiec z Volkswagena, który bada, jak Koreańczykom udało się zmieścić tyle przestrzeni w tak małym aucie. Albo jakiś Japończyk, którego wacek zaklinował się w gnieździe zapalniczki...

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj