Polscy przedsiębiorcy zasługują na zaufanie. Administracja publiczna musi im je okazać, a państwo nie może czyhać na każdy najdrobniejszy błąd - mówił niedawno wicepremier Mateusz Morawiecki. Posłowie najwidoczniej się w ten głos wsłuchali i na ostatnim posiedzeniu uchwalili pakiet zmian, który uszczęśliwi rodzimy biznes: wyższe oskładkowanie emerytalne dla najlepszych fachowców, zakaz handlu w niedziele, zwiększenie uprawnień skarbówki do kontroli firmowych kont bankowych, dobicie przemysłu futrzarskiego i kilka innych jakże wyczekiwanych przez przedsiębiorców zmian.

Ostatnie posiedzenie Sejmu było rekordowe. Przedstawiciele organizacji przedsiębiorców mówią dość jednomyślnie: równie czarnego dnia dla polskiej przedsiębiorczości nie było od dawna. Niemal każda przegłosowana ustawa to uderzenie w swobodę działalności gospodarczej. Część z nich - być może - uzasadniona. Bo może trzeba uszczelniać system podatkowy w sposób polegający na znacznie intensywniejszej kontroli największych firm? Może skarbówka powinna mieć możliwość nieprzejmowania się tajemnicą bankową i podglądać konta bankowe przedsiębiorców? W końcu chodzi o wspólne dobro i walkę z oszustami.

Ale skoro tak - po co tyle dyskusji o zaufaniu do przedsiębiorców? W jakim celu tydzień w tydzień bombardować komunikatami, że Konstytucja biznesu (czyli pakiet ustaw, które mają ułatwić prowadzenie działalności gospodarczej) opiera się na zaufaniu do rodzimych firm?
Przy moich wszelkich zastrzeżeniach do Konfederacji Lewiatan, która dba przede wszystkim o interes największych firm, idealnie sytuację skomentował w ostatnich dniach dyrektor departamentu prawnego Lewiatana Krzysztof Kajda.

Popierając prace resortu rozwoju, nie możemy jednak abstrahować od praktyki ostatnich kilkunastu miesięcy pracy rządu i parlamentu. Z jednej strony rząd zapowiada bowiem nowe otwarcie w relacjach z biznesem, a równolegle forsuje lub popiera niekorzystne dla przedsiębiorców prawo, m.in. podatki sektorowe - z czego jeden zakwestionowany przez Komisję Europejską, zakaz handlu w niedziele, aptekę dla aptekarza, nowe wysokie opłaty w egzekucji komorniczej, zaostrzenie sankcji za pomyłki popełnione przy rozliczeniach podatkowych czy też ograniczenia dla firm wynikające z projektu ustawy o organizowaniu zadań na rzecz obronności państwa - stwierdził Kajda.

Dokładnie tak jest. Rząd obiecuje, że uchwali prawo, które uprości prowadzenie biznesu, a jednocześnie bez obietnic podejmuje działania, które w wielu przedsiębiorców uderzą.

Przy części z nich można się zastanawiać nad ich zasadnością. Bo czy w imię ochrony zwierząt należy likwidować polski przemysł futrzarski? Każdy musi ocenić samodzielnie. Czy powinien zostać wprowadzony zakaz handlu w niedziele? Tu też zdania mogą być podzielone.
Ale jak ocenić podniesienie podatków dla najbogatszych do rzeczywistej stawki 40 proc.? Bo dokładnie to oznacza reforma systemu emerytalnego, polegająca na zniesieniu tzw. limitu trzydziestokrotności składek.

Ktoś powie: dlaczego mamy troszczyć się o najbogatszych? Otóż z dwóch powodów. Po pierwsze, bo lepiej gdy bogaty płaci podatki w Polsce niż na Słowacji. I lepiej gdy jest zatrudniony na etacie niż zakłada fikcyjną działalność gospodarczą, by tylko uniknąć opodatkowania. A po drugie: bo przecież należy wierzyć ministrowi Morawieckiemu. Z ust mu nie schodzą takie słowa jak "innowacje", "badania i rozwój", "autonomiczne auta", "elektromobilność" czy "robotyzacja". Kto będzie to wszystko w Polsce wprowadzał?

Czyż nie mają tego robić ci specjaliści, którym właśnie postanowiono dowalić nowym parapodatkiem? Czy nie mają tego robić firmy, które dostaną rykoszetem? I tak właśnie wygląda ta nasza Konstytucja biznesu. W deklaracjach - pięknie. A w rzeczywistości znów zrównujemy przedsiębiorcę z prywaciarzem, który na pewno chce oszukać.

No dobrze, ponarzekaliśmy. Teraz można wrócić do rozmów o "Atlasie kotów". W końcu są rzeczy ważne i ważniejsze.