Robert Mazurek: Dobra, porozmawiajmy serio. Przecież fakt, że jest pan kuzynem Kaczyńskiego, otwiera panu drzwi.
Jan Maria Tomaszewski: Zamyka je! I tak było, odkąd przyjechałem na stałe do Polski. W wielu wypadkach pokrewieństwo z Kaczyńskimi zamykało drzwi, nie mogłem rozwinąć skrzydeł.

Reklama

Zaraz, zaraz, w 2005 r. Lech był prezydentem, a Jarosław za chwilę miał zostać premierem. A pan mi mówi, że nie mógł rozwinąć skrzydeł?
No i to jest właśnie powód! Nawet ty mnie przedstawiasz w ten sposób. I cały czas słyszałem: „Nie mogę, bo nepotyzm!”. Niczego nie mogłem zrobić, nigdzie mnie nie chcieli zatrudnić, bo nepotyzm.

Bez żartów, pracuje pan dla wodociągów, dla Orlenu, zostaje doradcą w telewizji…
Normalna praca, jak wielu innych osób.

Nie każdy zostaje doradcą zarządu TVP.
Bo nie każdy ma kwalifikacje! Nie zdaje sobie pan sprawy, jak mnie sekowano, ale nie chcę tym epatować. Kogo to obchodzi? To moja sprawa, moje problemy, nie narzekam. Tak jak teraz, robię swoje, a poza tym rysuję, robię wystawę w Pułtusku, będzie następna i to jest moja robota. A co mam chodzić i opowiadać w mediach, że mi źle czy dobrze? A co ja jestem panienka, żeby mnie pokazywali, czy żebym wywiadów udzielał?

Jednak się pan zgodził.
No to pytaj.

Wszystko, co pan zrobi, i tak będzie skwitowane: „A, kuzyn Kaczyńskiego”.
Wiesz co? Dochodzę do siedemdziesiątki i guzik mnie takie uwagi obchodzą.

Jak na prawie 68 lat nieźle pan wygląda.
A jeszcze na dodatek mam takie pier…ęcie z pięści, że mógłbym kilku delikwentów położyć… (śmiech)

CAŁA ROZMOWA W PIĄTKOWYM MAGAZYNIE DGP
Reklama