Dziennik Gazeta Prawana logo

Minister sportu: Jarosław Kaczyński zna bieżące wyniki sportowców. Śledzi to

8 marca 2018, 20:00
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
Witold Bańka. Fot. Dariusz Golik
Witold Bańka. Fot. Dariusz Golik/Dziennik Gazeta Prawna
Biegałem z nimi. Czasem nawet wygrywałem - mówi Robertowi Mazurkowi o naszych złotych medalistach ze sztafety minister sportu, Robert Bańka. Szef resortu opowiada też,jak wyglądały zgrupowania za jego czasów, co działo się po wielkich imprezach sportowych. Nie zabrakło też nawiązania do obecnej sytuacji polskiego sportu oraz polityki.

Robert Mazurek: A kiedy pan biegał, to jak było?

Witold Bańka*: Na zgrupowaniu w RPA poznałem Marca Raquila, francuskiego mistrza Europy na 400 m. Leżał w dyskotece na stole.

Toście sobie nie pogadali.

W lutym i marcu lekkoatletyczny świat jeździ na zgrupowania do Potchefstroom w RPA, niedaleko Johannesburga. I tam w dzielnicy dla białych była dyskoteka, w której zawsze można spotkać sportowców, wszyscy wyluzowani. Obok dyskoteki była budka z hot dogami. Matko, w życiu nie zjadłbym takiego hot doga. Ale na tych imprezach wszystkim smakowało i nikt się nie zatruł. Zresztą, kogo to obchodziło o trzeciej nad ranem?

Ładnieście trenowali.

To był cały tydzień nieprawdopodobnie ciężkiej harówki, a najgorszy trening był w sobotę. Po południu odnowa biologiczna, a wieczorem trener Józef Lisowski zamykał się w pokoju i odpoczywał.

A wy?

Stare chłopy, wszyscy dorośli, a przemykaliśmy po kątach… Wie pan, jak się na zgrupowaniach spędza więcej czasu niż w domu i ciągle z tymi samymi facetami, to raz na miesiąc w sobotę trzeba gdzieś wyjść, żeby sobie po mordach nie dać.

I trenowaliście 4 x 100 gramów?

Raczej piwo, nie wódkę.

To pewnie 4 x 400.

Nie, było grzecznie. Jak się jest na zgrupowaniu, to nie może się to kończyć chlaniem, bo trzeba pracować. Inaczej jest na bankietach po dużych zawodach lekkoatletycznych, tam niektórzy odpuszczali. Koledzy opowiadali, że rekordy były bite w 2006 r., po halowych mistrzostwach świata w Moskwie. Tam wódka lała się strumieniami, Jamajczycy umierali, a jedynymi, którzy to ustali, prócz gospodarzy, byli nasi.

Wytrenowani.

Ba, uwarunkowania genetyczne.

*Witold Bańka, minister sportu, lekkoatleta

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj