W odpowiedzi RPO czytamy: "Od razu wyjaśnię, że jako RPO nie mogę wchodzić w istotę tego sporu, ponieważ ma on charakter polityczny i historyczny". Panie! Skoro spór ma mieć finał w sądzie, to właśnie w żaden sposób nie jest tylko "polityczny" i "historyczny". Dalej: "Ponadto biorę pod uwagę fakt, że każdy z uczestników tego sporu ma wiedzę i osobiste doświadczenia znacznie przekraczające moje, jako 42-latka, informacje w tym zakresie". Informacje w każdym chyba zakresie, można uzupełnić. A gdyby przyjąć za dobrą monetę infantylne paplanie Adama (Adasia?) Bodnara, należałoby wyciągnąć logiczny wniosek, że sprawy, które wydarzyły się, zanim zaczął ogarniać rzeczywistość, przerastają go z zasady.

Jako 54-latek czuję się zaniepokojony - moje informacje w niektórych sprawach z przyczyn biograficznych przerastają zasoby rzecznika, zatem nawet nie mam się do niego po co zwracać o sprawiedliwość. (Rzeczniczku, dobrą stroną mojej starości i wiedzy, a Twojej młodości i niewiedzy jest fakt, że mogę, pro publico bono, udzielić Panu korepetycji z zakresu najnowszej historii Polski, dzięki czemu będziesz mógł się stać rzecznikiem wszystkich Polaków, również tych licznych wiedzących więcej).

Wypowiedź prof. Zybertowicza, dodam, mądra nie była. W kraju, w którym mamy deficyt wspólnej przestrzeni, szermierka na agentów - tak się jakoś dziwnie składa, że dotyczą takie wypowiedzi Tych Drugich - szkodzi nam wszystkim. "Agentura" to słowo klucz, które zamyka w Polsce dyskusję, a nie otwiera (nawet jeśli Zybertowicz nie wskazywał konkretnych postaci). Jednak automatyczne wytaczanie przez elity III RP procesu doradcy prezydenta było błędem tej samej wagi - ot, kolejny przykład naszej politycznej odry, wzmożenia moralnego. RPO nie widzi niczego nagannego w zastąpieniu sporów i dialogów wyrokami sądowymi. Szkoda.