Ten RoboSzarik nie umiał za wiele, w zasadzie tylko spacerował sobie obok prawdziwego żołnierza, dźwigając na stalowym grzbiecie do 150 kg ekwipunku. W dodatku robił to tak głośno i niezgrabnie, że wróg najpierw z odległości ok. 50 km słyszał, że zbliża się amerykańska armia, a następnie zabijał jej żołnierzy śmiechem. Wyobraźcie sobie mocno podpitego i głośno przeklinającego niedołężnego staruszka o lasce z raną postrzałową kolana, który próbuje przejść przez ulicę – mniej więcej z taką gracją i płynnością poruszał się RoboSzarik.

Ale ludzie z Boston Dynamics nic sobie nie robili z kpin, tylko udoskonalali swoje produkty. I dziś RoboSzarik skacze przez przeszkody, pędzi z prędkością 50 km/h, wspina się po niemal pionowych ścianach, sam otwiera drzwi, zapamiętuje, nie zapomina, potrafi się podnieść, gdy się przewróci, ale przewraca się rzadko, bo popchnięty przebiera nogami szybko i zwinnie, niczym baletnica z Royal Moscow Ballet. I potrafi się odgryźć ewentualnemu napastnikowi. Również dosłownie.