Nawet jak wybory nie odbędą się w cieniu meczu - mecz może być ich figurą. Nie od dziś twierdzę, że językiem piłki nożnej da się świat opisać. O piłce jako takiej za dużo powiedzieć się nie da - chodzi w niej o strzelanie bramek i szlus. Piłką" natomiast, jej językiem wyrazić można sporo. Nieraz bywa taka ekspresja naciągana; w przypadku świata polityki - wychodzi jak złoto.
Podstawowy frazes towarzyszący Wielkim Derbom, święta mantra przy okazji Świętej Wojny w koło i do znudzenia powtarzana brzmi: wszystko jest możliwe. Derby to jest taki mecz, w którym
paść może każdy wynik. Bez względu na różne umiejętności graczy, bez względu na różnicę w klasie drużyn, bez względu na aktualnie zajmowane miejsce w tabeli - wszystko jest możliwe.
Święta Wojna to jest bowiem tak szczególne wydarzenie, że szczególna i święta następuje w jej czas mobilizacja; zawodnicy grają z specjalną ambicją, kibice dopingują z o wiele gorętszą
niż zazwyczaj żarliwością, rozmaite jeszcze inne czarodziejskie sprawy w grę wchodzą, prądy w powietrzu płyną, Pan Bóg za podszeptem Papieża (kibica Cracovii) cuda gotów sprawiać -
słowem jest ściśle tak jak na wyborach: W wyniku specjalnej mobilizacji, osobliwej aury, zagęszczonej sytuacji oraz bezpardonowej walki wszystko jest możliwe. Każdy może wygrać. Przynajmniej
w teorii.
W praktyce jest - rzekłbym - nieco mniej tajemniczo. Zarówno w Wielkich Derbach, jak i w nadchodzących Wielkich - chyba największych - Wyborach.
Otóż od lat przed każdym meczem Cracovia - Wisła, nieodmiennie słysząc, iż jest to mecz, w którym wszystko jest możliwe - po meczu nieodmiennie konstatuję, że znów wygrała Wisła. Derby to są zawody, w których wszystko może się zdarzyć - głównie zdarza się w nich łomot sprawiany przez Wiślaków Pasom. Czasem raz na parę lat bywa jakiś żałosny remis - poza tym Cracovia zbiera baty. Opisujący derbową magię zwrot: wszystko może się zdarzyć - w istocie opisuje tryumf Wisły. Wszystko może się zdarzyć, czyli wygra Wisła. Każdy wynik jest możliwy - przy czym zawczasu należy być przygotowanym na zwycięstwo Wisły. Wyjątkowość, szczególność i niepowtarzalność krakowskich derbów polega na tym, że zawsze wygrywa Wisła. Żadnych cudów. Nawet najwyższych. (Parafrazując sławną frazę Kisiela, można powiedzieć, że Cracovia na kibicowaniu - nawet z zaświatów - Papieża wychodzi tak jak cała Polska na specjalnej opiece Matki Boskiej: nieszczególnie.)
Analogię wyborczą spostrzec łatwo. Każdy wynik jest możliwy - przy czym zawczasu należy być przygotowanym na zwycięstwo PiS-u. Wszystko może się zdarzyć - zdarzy się zwycięstwo PiS-u. Wybory o wszystkim rozstrzygną - wygra PiS. Wybory zadecydują o nowym układzie sił - PiS sprawi łomot Platformie. Wszystko możliwe - wiadomo, kto wygra. Wszyscy, absolutnie wszyscy - od Jerzego Urbana do Władysława Frasyniuka i na odwrót wróżą przewidują, pewni są zwycięstwa PiS-u. Także przeciwnicy PiS-u.
To, że kibice PiS-u pewni są zwycięstwa swojej drużyny - banał. Ale to, że liczni przeciwnicy PiS-u, a też liczni fani Platformy przepowiadają taki wynik - jest zastanawiające. Czyżby drużyny te - jak Cracovia z Wisłą - od lat, a może nawet od dziesięcioleci, toczyły jakieś święte wojny, w których wszystko jest możliwe, a faworyt jeden? Nie tylko faworyt, ale i rytualny zwycięzca?
Dlaczego zwolennicy Platformy pójdą do wyborów jak Cracovia na derby - na miękkich nogach? Czemuż ojczyzna przybiera uległą pozę i dymaj mnie - do Prawa i Sprawiedliwości woła? Czemuż kierownicy Platformy sami głowy na szafocie kładą i tnij - kata swego Kaczyńskiego proszą? Jakie odwieczne stereotypy zostały uruchomione? Jakie rachuby? Mieć Kaczora w miażdżącej opozycji gorzej, niż znosić jego z jednej strony autorytarne, z drugiej sznurkami powiązane rządy? Bardzo możliwe, nawet jak tylko podświadome. Co jeszcze?
Skuteczność kampanii? Wyrazistość wizerunku? Wygrany przedmecz na teledyski wyborcze? W to raczej wątpię. Siła argumentacji tych spotów jest akurat taka jak we wszystkich pozostałych reklamach. (Moja ulubiona: facet daje kobiecie w prezencie, zapakowany niczym pierścionek z brylantem, kondom - ona odpakowuje i się cieszy - sceny z przeżartych korupcją salonów mają tylko trochę mniejszą wiarygodność psychologiczno-obyczajową).
Rzecz nie w folklorze, nie w karykaturze, nie w arcach. W czym w takim razie? Powiem z prostotą: nie mam zielonego pojęcia. Nie wiem i nie chcę wiedzieć. Jakbym bowiem wiedział, a nawet jakbym choćby tylko w duchu przyznał, że wiem - utraciłbym wszelką nadzieję.
A tak z nadzieją i pełen licznych ekscytacji w wigilię wyborów pojadę na derby Cracovia - Wisła. Derby to jest taki mecz, w którym wszystko może się zdarzyć. Każdy wynik jest możliwy. Doprawdy ciekaw jestem, jak będzie tym razem. Nazajutrz odpowiednio wczesnym expresem wrócę do Warszawy - tak, by zdążyć oddać głos na drużynę, której kibicuję.
Oczywiście dwie porażki w ciągu jednego weekendu mogą być trudne do wytrzymania. Szczerze jednak i z prostotą mówiąc: jakbym na sto procent wiedział, że przegrają, nie lazłbym na żaden mecz ani na żadne wybory. Gotowość Cracovii do klęski - owszem - upodabnia ją do Platformy, jej wszakże programowe hasło: "Bóg wybacza - Cracovia nigdy" jest na wskroś pisowskie. W sumie pachnie remisem, ale jak to na świętej wojnie: wszystko może się zdarzyć.