Droga intelektualna prof. Kołakowskiego prowadzi od marksizmu przez rewizjonizm do chrześcijaństwa. Ale Kołakowski, nawet będąc filozofem marksistowskim, miał olbrzymią wiedzę o religii, którą zawsze się fascynował. Zawsze też zachowywał niezależność myślenia i wrażliwość na wymiar etyczny, co powodowało, że często szedł pod prąd głównym nurtom.
Z marksizmem zerwał w 1956 r. i skupił się na krytyce tej ideologii, którą zawarł potem w pracy "Główne nurty marksizmu”. Wyjechał z kraju po nagonce, którą partia zorganizowała na intelektualistów w 1968 r. Osiadł w Wielkiej Brytanii, gdzie został wykładowcą na Oxfordzie. Prof. Kołakowski rzadko udziela wywiadów, dlatego te, które pojawiają się w prasie, stają się intelektualnym wydarzeniem.
Wywiad dla DZIENNIKA pokazuje najnowszy moment intelektualnej drogi prof. Kołakowskiego. Przed pięcioma laty słynny kanadyjski filozof Charles Taylor powiedział o Kołakowskim, że przyjął on rzadkie wśród filozofów stanowisko: bliskiego i współczującego obserwatora wiary chrześcijańskiej - bez ostatecznego opowiadania się po jej stronie.
Prof. Kołakowski dla DZIENNIKA:
Zło jest w nas i to jest jeden z powodów, bo nie jedyny, dlaczego świata doskonałego nie można zbudować, dlaczego te nadzieje okazały się próżne. To nie oznacza, że nie można różnych rzeczy ulepszać. Doskonałości jednak nie osiągniemy.
Myślę, że niewierzący muszą uznać - chociaż na ogół tego uznać nie chcą - że my wszyscy jesteśmy nieudacznikami i ludźmi przegranymi. Wiara, że jest się w pewnych warunkach człowiekiem sukcesu, jest próżna i złudna.
Tu na ziemi nie ma sukcesu. Oczywiście są ludzie sławni. Ludzie, którzy zrobili w życiu coś bardzo cenionego. Jednak mimo to bym utrzymywał, że wszyscy jesteśmy nieudacznikami.
Dziś dla nas Marks jest autorem jednej z wielkich książek XIX w. Jest oczywiście bardzo ważny w historii cywilizacji, kultury, ale niepodobna już podzielać jego nadziei.
Absolutnie nie wierzę w śmierć wiary religijnej i Kościoła. Jestem przekonany, że wiara należy do fundamentów naszego istnienia.