Co wynika z wyliczeń, które publikujemy obok? Na ile potwierdzają obiegową prawdę, że w samorządach rządzi opozycja?

Reklama
Widać, że PiS jest na marginesie, partii Jarosława Kaczyńskiego nie udało się zdobyć nawet jednej dziesiątej władzy w kraju. Nawet w mniejszych gminach PiS sobie nie radzi. Zwykle wywalcza drugie miejsca – stało się tak w 75 proc. miast na prawach powiatu. PiS chce rządzić, ale ma problem.
Z czego on wynika?
Wyjaśnienia są trzy. Po pierwsze, w takich wyborach trafia się na twardszych przeciwników. Szyld lokalnej władzy potrafi integrować znacznie szersze środowiska niż opozycyjne partie w polityce krajowej, a PiS ma wyraźnie mniejszą zdolność przyciągania wyborców w II turze niż blok senacki. W ostatnich wyborach było widać, że przeciwnicy PiS łatwo się skrzykują. Drugie wyjaśnienie jest takie, że kadry wystawiane lokalnie przez PiS są po prostu słabsze. Poziom udanych reelekcji w przypadku PiS jest najmniejszy ze wszystkich włodarzy. Trzecia sprawa – mowa tu o partii scentralizowanej. I najlepsi w zabieganiu o prawo do kandydowania nie są ci, którzy mają największe szanse na lokalne zwycięstwa, ale ci, którzy najlepiej potrafią się przypodobać kierownictwu. Tylko to nie to samo, co przypodobanie się wyborcom.
PiS realnie brakuje ludzi czy szkoda mu rzucać swoich najlepszych graczy na samorząd, uznając, że realna władza jest gdzie indziej?
Lokalna baza kadrowa PiS to bardzo często ludzie, generalnie rzecz biorąc, zawiedzeni przemianami, którzy wyrażają głosy innych niezadowolonych.