ZBIGNIEW PARAFIANOWICZ: Jakie motywy kierowały Unią Europejską, gdy składała ofertę Aleksandrowi Łukaszence: wolne wybory w zamian za zbliżenie z Zachodem? Mówi się o liście opozycjonistów, których UE chce widzieć w parlamencie i na których prezydent Białorusi miał się zgodzić.
JACEK SARYUSZ-WOLSKI*: U podstaw decyzji UE leży diagnoza, która zakłada, że dotychczasowa polityka wobec Białorusi wymaga poważnych zmian. 12-punktowy plan pełnej demokratyzacji nie powiódł się. Co więcej dotychczasowa polityka wpychała Białoruś jeszcze bardziej w orbitę Rosji. W oparciu o taką diagnozę przyjęto, że trzeba wymagać stopniowej liberalizacji systemu władzy. Dwanaście zaporowych warunków demokratyzacji Białorusi było nieproporcjonalne do tego, jak traktuje się Rosję, która nie jest systemem w pełni demokratycznym, czy represyjnej Kuby, wobec której UE zniosła sankcje.
Czy taki pragmatyzm Unii Europejskiej - np. wobec Aleksandra Łukaszenki, Muammara Kaddafiego, Raula Castro - nie pozbawia Unii wiarygodności? Czy Europa nie traci ważnego argumentu, demokratycznego soft power, którym kusiła resztę świata?
Niech pan zwróci uwagę: do tej pory polityka wobec różnych reżimów na świecie była polityką niespójną. Twardość tej polityki zależała od rozmiaru kraju i jego zasobów. Inaczej postępowano z Chinami, które tłumiły zamieszki w Tybecie, inaczej z Rosją i jej polityką wobec Czeczenii czy Gruzji, a inaczej wobec Białorusi. Nowa polityka wobec Białorusi jest koncepcją bardziej spójnego działania Europy. Polityka wobec Białorusi dawała luksus moralny, że jest się całkowicie bezkompromisowym i twardym. Jednocześnie nie stosowano podobnych założeń wobec innych. Wpychano w ten sposób Białoruś w objęcia Rosji. Nawet ograniczona demokratyzacja: wypuszczenie więźniów politycznych i niewsadzanie nowych (co się stało), niegnębienie regionalnych wolnych mediów i częściowo demokratyczne wybory to już wiele.
Zachód bierze pod uwagę scenariusz, że Łukaszenka robi go w konia i pozoruje demokratyzację. Liderzy opozycji mówią, że nic się nie zmieniło w czasie tych wyborów, a mamienie Zachodu wizją demokratyzacji ma być pomocne białoruskiemu prezydentowi w lawirowaniu między Wschodem i Zachodem.
My to wiemy. Unia wie, że to jest gra pozorów. Nie ma żadnych złudzeń. Żadnych. Natomiast chce prowadzić grę: ja daję coś, ty dajesz coś. Krok po kroku. Z pełną kontrolą i świadomością tego, że na Białorusi nie ma demokracji, a jest powolna liberalizacja. Każdy krok liberalizacyjny będzie nagradzany, każdy krok w przeciwnym kierunku będzie spotykał się z karą.
Unia liczy na rozwodnienie systemu Łukaszenki?
Liczy na to, że zrównoważy na Białorusi wpływy Zachodu i Rosji. Łukaszenka tego chce i z jego strony jest to racjonalne.
Czy na Białorusi doszło do wyborów kontraktowych podobnych do tych w Polsce w 1989 r.?
Było przywoływane to porównanie. Te wybory były pewnego rodzaju kontraktem.
*Jacek Saryusz-Wolski, poseł Parlamentu Europejskiego. Od 20 lipca 2004 do 16 stycznia 2007 pełnił funkcję wiceprzewodniczącego PE