O tym, że prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów zakazał przejęcia spółki Eurozet przez Agorę, mówią już niemal wszyscy. Dla jednych to zamach na demokrację i swobodę działalności gospodarczej, dla innych - naturalna rzecz, bo antypolska ich zdaniem Agora nie powinna skupiać w swych rękach aż tylu mediów.

Reklama

Warto jednak zwrócić uwagę na jeszcze jeden szczegół: decyzja prezesa UOKiK opiera się na zagrożeniu powstania duopolu i zmarginalizowania mniejszych grup medialnych i stacji radiowych. Tymczasem za tę marginalizację nie odpowiada ani Agora, ani Eurozet, lecz nieudolni menedżerowie publicznego radia, które traci udziały z roku na rok. UOKiK stwierdził, że na rynku reklamy krajowej w wyniku koncentracji, czyli przejęcia Eurozetu przez Agorę, utworzony zostałby podmiot, który miałby tylko jednego mocnego konkurenta, tj. RMF FM.

Powstałaby sytuacja zbliżona do duopolu, co prowadziłoby do marginalizacji pozostałych grup radiowych oraz stacji niezależnych. Dwie duże grupy radiowe mogłyby skutecznie wypierać z rynku pozostałych uczestników, mających zdecydowanie mniejszy udział w rynku i skromniejszą ofertę dla reklamodawców. Skupienie w rękach dwóch przedsiębiorców ok. 70 proc. udziału w rynku nie pozostawiałoby zbyt wiele przestrzeni dla pozostałych, często niewielkich podmiotów, zatem szkody dla rynku i konkurencji byłyby niezwykle poważne –stwierdził Tomasz Chróstny, prezes UOKiK, cytowany na stronie internetowej urzędu.

"Organ władzy zablokował działanie będące przejawem repolonizacji mediów"

I najzabawniejsze (lub najstraszniejsze - co kto woli) w tym jest, że Chróstny ma rację. Tyle że konsekwencjami tego stanu rzeczy obarczone zostały podmioty, które za to nie odpowiadają. Organ państwa jakim jest prezes UOKiK, "ukarał" dwa prywatne podmioty za de facto nieudolność państwa. Od września do listopada 2020 r. słuchalność radiowej państwowej "Trójki" według badania Radio Track wynosiła 2,6 proc. (udział w ogóle). To najgorszy wynik w historii rozgłośni. Raptem rok wcześniej ta sama "Trójka", w tym samym badaniu, miała wynik 4,9 proc. Pół procenta straciła też radiowa "Jedynka". Kilka lat temu zaś udział "Trójki" w rynku wynosił blisko 9 proc. Co to oznacza? Ano tyle, że gdyby nie polityka upadlania mediów publicznych, która przełożyła się na dramatyczny odwrót słuchaczy od tychże mediów, to najprawdopodobniej argument prezesa UOKiK przytoczony w sprawie Agory i Eurozetu nie miałby racji bytu. Bo nie można by mówić o oligopolu dwóch podmiotów, gdyż przeciwwagę dla nich stanowiłyby media publiczne.

Całej sprawie smaczku nadaje również to, że wskutek nieudolnego zarządzania mediami publicznymi organ państwowej władzy zablokował działanie będące przejawem... repolonizacji mediów. To najlepiej świadczy o tym, że w całej gadce o potrzebie przywracania mediów Polsce i Polakom wcale nie chodzi o to, a jedynie o to, by poszczególni nadawcy mówili odpowiednim – rządowym – głosem.