Wywołanie fałszywego alarmu bombowego w samolocie pasażerskim i zmuszenie go do lądowania na lotnisku w Mińsku pod groźbą zestrzelenia tylko po to, by wywlec zeń niewygodnego blogera, szokuje bezczelnością, ale mieści się w standardach stosowanych przez białoruskie służby.
Pogróżka niekoniecznie musiała być czcza. W przeszłości władze w Mińsku strzelały już do cywilnych obiektów przelatujących nad ich terytorium.
W 1995 r., w roku urodzin porwanego w niedzielę blogera Ramana Pratasiewicza, białoruska obrona przeciwlotnicza zestrzeliła balon uczestniczący w wyścigu o Puchar Gordona Bennetta. W efekcie zginęło dwóch obywateli Stanów Zjednoczonych.
Ludzie Alaksandra Łukaszenki najpierw tłumaczyli, że Amerykanie wykonywali zadania szpiegowskie nad jednostką wojskową w Berezie, a potem – że sportowcy zmarli z braku tlenu jeszcze przed zestrzeleniem. Ostatecznie Łukaszenka przeprosił prezydenta USA Billa Clintona.
CZYTAJ WIĘCEJ W INTERNETOWYM WYDANIU "DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ">>>
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Michał Potocki
Dziennikarz i redaktor DGP. Zawodowo zajmuje się tematyką światową, zwłaszcza państwami Europy Wschodniej