Spodziewano się, że Dmitrij Miedwiediew ogłosi wczoraj, czy będzie kandydował w wyborach prezydenckich. Nie ogłosił. Nie wiadomo więc, kto stanie na czele Rosji w 2012 roku – on czy Putin. A może zewrą się obaj w walce politycznej? To niewykluczone. Jeśli tak, rzucą na szalę odmienne wizje gospodarki, a więc przyszłości rosyjskiego państwa. Jeśli wygra Miedwiediew i zrealizuje choć fragment swoich liberalno-modernizacyjnych zapowiedzi, zwiąże mocniej Rosję z Europą, osłabiając jej nadaktywność na arenie międzynarodowej. A to uczyni Stary Kontynent bezpieczniejszym.

Reklama

W Polsce dominuje pogląd, że różnice między Putinem a Miedwiediewem są przemyślną taktyką, a obaj tworzą zgrany tandem oparty na starej grze służb w dobrego i złego policjanta. Może tak było w pierwszym okresie panowania nowego gospodarza Kremla. Teraz już nie. Zadziałały mechanika władzy i prawidła psychologiczne. Nawet jeśli Miedwiediew jest lojalny wobec Putina, jego zaplecze prze ku usamodzielnieniu się. Można też mieć wątpliwości co do samego założenia wstępnego. Czyżby prezydent Rosji był człowiekiem ze stali, któremu obce są pragnienia każdego polityka? Mało prawdopodobne.

Rozdźwięk, prawdziwy, nie taktyczny, widać najbardziej w planach rozwoju gospodarczego obu przywódców. To już dwie odmienne wizje, a różnice są zbyt głębokie, by chodziło tylko o grę pozorów. Jednak zarówno „twardogłowy” Putin, jak i „liberalny” Miedwiediew chcą Rosji silnej. W końcu nie Władimir Władimirowicz, ale Dmitrij Anatoljewicz zażądał niedawno dymisji w dowództwie armii za zawalenie programu modernizacji sił zbrojnych. Rosja będzie zatem wzmacniać swoją siłę niezależnie od tego, kto wygra wybory. Pytanie brzmi: czy będzie to robić u boku Europy, czy też przeciw niej? Miedwiediew daje większą nadzieję.

Nie przypadkiem wczoraj odpowiadał na pytania dziennikarzy w Skołkowie. Ta podmoskiewska miejscowość ma się stać rosyjskim odpowiednikiem Doliny Krzemowej, centrum wysokich technologii. W wizji prezydenta to one plus modernizacja gospodarki i państwa wydźwigną Rosję do pierwszej ligi światowej. Do tego jednak potrzebne jest know-how z Europy. W takim układzie obie strony tak związałyby się sieciami handlu i inwestycji, że rozdźwięk między partnerami byłby szkodliwy dla nich obu.

Putin patrzy na przyszłość Rosji odmiennie, choć też wzywa do modernizacji gospodarki. Chce rozwijać przemysł wydobywczy i budować pomyślność państwa na eksporcie surowców w nadziei, że utrzymają się ich wysokie ceny, w wypadku ropy na poziomie ok. 100 dolarów za baryłkę. Daje to wymierne przychody już teraz bez ryzyka stawania do konkurencji w przemyśle wysokich technologii z lepiej do niej przygotowanymi gospodarkami Europy, Stanów Zjednoczonych, Japonii, Korei, a nawet Chin. W tym ujęciu zachodnie know-how jest potrzebne głównie do rozszerzenia wydobycia o złoża trudno dostępne oraz budowy sieci przesyłowych węglowodorów. Można za nie zapłacić czystą gotówką ze sprzedaży surowców albo ostatecznie udziałami w polach wydobywczych, nie trzeba przy tym zanadto wiązać się z europejskimi partnerami ani gospodarczo, ani tym bardziej politycznie, co daje Moskwie większe pole manewru.

Bohaterami Rosji Miedwiediewa są Kaspersky – produkujący programy antywirusowe na światowym poziomie – czy Dawid Jan – sprzedający komputerowe algorytmy do tłumaczenia ludzkiej mowy. Wzorami Rosji Putina byliby Dieripaska, król aluminium i niklu, oraz Mordaszow, pan rosyjskiej rudy żelaza i stali. Ta pierwsza grupa daje większe nadzieje na zbudowanie wspólnoty interesów. Bardziej potrzebuje Zachodu, by rozkwitać, bardziej zależy jej na przyjacielskich stosunkach z Europą, bo to jej najlepszy rynek zbytu. Jeśli nawet Miedwiediew nie ma aż tak daleko idących planów, a jedynie gra, będzie popychać kraj w kierunku Zachodu.