Dziennik Gazeta Prawana logo

Posłowie do mediów mają jeździć za swoje?

27 października 2009, 19:02
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Od poniedziałku posłowie nie mogą korzystać z sejmowych samochodów jadąc do radia czy telewizji. "Dyspozytor, powołując się na zarządzenie marszałka, odmówił mi transportu mówiąc, że występy w mediach to moja prywatna sprawa" - relacjonuje poseł SLD Bartosz Arłukowicz. Problem polega jednak na tym, że żadnego rozporządzenia marszałka w tej sprawie nie ma.

"W poniedziałek po południu zadzwoniłem do dyspozytora i poprosiłem o samochód. Chciałem się dostać do jednej z telewizji. Ku mojemu zaskoczeniu zmieszany dyspozytor powiedział, że niestety nie może spełnić mojej prośby, że ma zakaz, ale przez telefon nie może mi wytłumaczyć, o co chodzi" - opowiada jeden z prominentnych polityków PO.

Podobnie sytuację opisuje Bartosz Arłukowicz. "Usłyszałem, że to, jak się dostanę do radia, to moja sprawa, najlepiej, żebym zamówił sobie taksówkę" - dodaje. Poseł Lewicy usłyszał również, że powodem odmowy podstawienia samochodu jest rozporządzenie marszałka Sejmu. Dziś rano polityk ponownie zadzwonił do sejmowego dyspozytora.

"Tym razem już inny pan przedstawił mi dokładnie to samo tłumaczenie, a przecież ja tym samochodem nie chciałem jechać na wódkę czy dyskotekę, tylko po to, by rzetelnie przekazywać wiedzę na temat tego, co dzieje się w parlamencie" - oburza się polityk lewicy.

Oburzonych jest zresztą więcej. "Skoro pan marszałek odmawia nam praw do samochodu, to ja odmawiam mu prawa jeżdżenia sejmowym samochodem codziennie do domu i do mediów, gdzie przecież nie pojawia się za sprawa komunikacji miejskiej, tylko też jest tam wożony. To są podwójne standardy Bronisława Komorowskiego" - grzmi Adam Hofman z Prawa i Sprawiedliwości.

Nieoficjalnie także partyjni koledzy marszałka na decyzji nie pozostawiają suchej nitki. "Jest różnica między nierozsądnym wydawaniem pieniędzy a dziadowaniem. To jest dziadowanie" - przekonuje nasz rozmówca z PO. Wszystko jednak wskazuje na to, że marszałek z całą sprawą nie ma nic wspólnego. "Pan marszałek nie wydawał w tej sprawę żadnego nowego rozporządzenia" - zapewnia jego rzecznik Jerzy Smoliński.

Ostatnie wydano w lutym tego roku. Zabrania się w nim korzystania ze sejmowego transportu w celach prywatnych, o podróżach do mediów jednak nie wspomina. "Występowanie w mediach jest jednym z elementów sprawowania mandatu poselskiego. Posłom przysługuje więc samochód" - twardo mówi Smoliński. Jego zdaniem zamieszanie to wynik nadinterpretacji rozporządzenia przez dyspozytorów.

Już po naszej rozmowie z rzecznikiem marszałka poseł Arłukowicz ponownie próbował zamówić sejmowy samochód. "Znów usłyszałem to samo, kolejny dyspozytor powiedział, że marszałek tego zabrania". Zarówno PiS jak i SLD będą wnioskować o wyjaśnienie tej sprawy przez prezydium Sejmu.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj