Ale pomysł resortu obrony docenia generał Stanisław Koziej, były wiceszef MON. "Dobrze, że ktoś pomyślał o jakiejkolwiek pomocy żołnierzom" - mówi "Newsweekowi".

Reklama

Obecnie każdy oskarżony żołnierz musi opłacić adwokatów z własnej kieszeni. Do tego w Polsce nie ma wojskowych adwokatów, a obrony może podjąć się jedynie cywil. "Nie ma się zatem co dziwić, że brakuje chętnych do brania udziału w akcjach bojowych podczas zagranicznych misji. Po co ryzykować, skoro państwo w razie problemów umywa ręce" - tłumaczy generał Sławomir Petelicki, twórca jednostki GROM.

Sytuacja ta ma się zmienić. Pod obrady rządu trafi wkrótce projekt nowelizacji ustawy o służbie wojskowej żołnierzy zawodowych. Proponowane przez MON zapisy zakładają, że jeśli postępowanie karne zostanie umorzone lub żołnierz wygra proces, wynagrodzenie jego obrońcy pokryje budżet państwa - pisze "Newsweek".

"Żołnierz sam będzie mógł wskazać adwokata. Stawki zostaną ustalone na takich zasadach, jakie obowiązują w przypadku świadczenia pomocy prawnej cywilom przez obrońców z urzędu" - tłumaczy Magdalena Gierałt z departamentu prasowo-informacyjnego resortu.

Co na to wojskowi? "Mam wątpliwości, czy uzależnianie wsparcia od wyniku procesu jest zasadne" - mówi Koziej, a generał Petelicki nazywa pomysł MON kuriozalnym. "Żołnierzy powinni za darmo bronić wojskowi adwokaci, bo cywile za długo wgryzają się w tematykę" - mówi twórca GROM-u.