W kontaktach z VIP-ami albo tymi, którzy się też za nich mają na dobre, zagościła nowa forma kontaktu - SMS-y. Oczywiście w wielu przypadkach taka forma się przydaje, dla potwierdzenia spotkań, przekazania krótkiej informacji, ale coraz częściej dla polityków SMS staje się okazją do oganiania się od dziennikarzy.
Dlaczego? Kontakt przez telefon jest ryzykowny trzeba powiedzieć otwarcie nie, można coś niechcący wypaplać, a SMS daje bezpieczeństwo.
1) W sprawie? . 2) Nie 3) Nie 4) :-) 5) :-) 6) D
To fragment "rozmowy" z jednym z polityków PO w ważnej sprawie. Zwraca uwagę godna podziwu znajomość emotikonów, choć konia z rzędem temu, kto powie, co oznacza numer szósty.
Oczywiście każda kolejna odpowiedź i cierpliwe zrzucanie połączeń przez "rozmówcę", gdy się dzwoni doprowadzają do białej gorączki. Ale nie wszyscy są tacy. Żeby nie było, że narzekam, poniżej wzorcowa odpowiedź od jednego ze starszych wiekiem, z profesorskim tytułem polityka rządzącej partii. Nic dodać nic ująć, savoir vivre. "Na razie nie mogę. ;-("
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|