Dziennikarze wyśledzili prezydenckiego ministra w niedzielę. Najpierw Piotr Kownacki limuzyną z kierowcą zajechał pod jedną ze stołecznych stacji radiowych, w której był gościem.
>>> Kownacki kupuje sukienki na przecenach
Gdy opuścił radiowe gmachy, wsiadł do limuzyny, a jego kierowca ruszył w rajd po stołecznych ulicach. "Czyżby auto ministra Kownackiego śpieszyło do jakichś niezwykłej wagi spraw państwowych? Gdzie tam! Okazało się, że celem tej niemalże straceńczej misji był... bazarek położony w pobliżu mieszkania ministra" - pisze "Fakt".
"Gdy tylko kierowca odwiózł ministra przed sam dom, musiał służyć mu jeszcze w roli tragarza. Kownacki wyszedł najwidoczniej z założenia, że tachanie ciężkich siat nie przystoi ministrowi" - dodaje tabloid.
>>> Kownacki pozywa do sądu Radio ZET
"Fakt" pisze, że "<Pan minister jest zajęty> - usłyszeliśmy jednak w jego sekretariacie. (...) Jaśnie panie Kownacki, Fakt przypomina, że kierowca, limuzyna, a nawet i pan, to wszystko opłacone jest przez podatników. Nie oczekujemy wielkiej za to wdzięczności, przyzwoitość wystarczy" - kpi z ministra bulwarówka.