Rak prostaty jest dla mężczyzn tym, czym rak piersi dla kobiet - największym zabójcą wśród nowotworów (nie licząc raka płuc). A ponieważ mężczyźni z reguły nie dopuszczają myśli, że w mogliby mieć jakąkolwiek dolegliwość układu moczowo-płciowego, choroby wykrywane są za późno. Co roku zaczyna chorować ponad 7 tys. panów, a umiera 3,5 tys. To znacznie więcej niż średnia europejska. - mówi Jakub Szulc, wiceminister zdrowia.
>>>Państwowe szpitale będą leczyć prywatnie
Szansa pojawiła się niedawno, gdy okazało się, że w związku z mocnym kursem euro pieniędzy w ramach unijnego Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki jest więcej, niż planowano. - mówi Jakub Szulc. Szacuje, że przebadanych będzie od 800 tys. do 2 mln mężczyzn.
>>>Plan B ma ocalić kulejącą służbę zdrowia
Kampania, której , ma rozpocząć się od nowego roku. Najpierw pojawią się informacje na billboardach, reklamy itp. Drugi etap to badania. Będą one przeprowadzane przez urologów w gminnych poradniach oraz przez onkologów w centrach onkologii.
Do rozstrzygnięcia pozostaje ważna kwestia: kto zostanie twarzą akcji? Propagatorką kampanii różowej wstążeczki była ówczesna pierwsza dama . Przekonała wiele kobiet, że warto się kontrolować. Tym razem musiałby to być polityk mężczyzna. Zdaniem znanego urologa dr Michała Otłowskiego to by bardzo pomogło: "Chodzi o to, by - tłumaczy dr Otłowski.
czytaj dalej
Czy akcji jasnoniebieskiej wstążeczki mógłby patronować ? Jest on otwarty na sprawy zdrowia - poddał się on kompleksowym badaniom, a raport zdecydował się upublicznić na stronie internetowej kancelarii premiera.
A może zgodziłby się prezydent, który dla sprawy mógłby zmienić swoje dotychczasowe nastawienie? Okazało się, że z jego prostatą wszystko w porządku.
Zdaniem Eryka Mistewicza, specjalisty marketingu politycznego, politycy sami ustawią się w kolejce, by popromować się przy okazji kampanii, ale jeszcze nie na tym etapie. Najpierw - zdaniem Mistewicza - w kampanię muszą zaangażować się celebryci. Dopiero potem mogą pojawić się politycy, ale raczej nie premier i prezydent, bo na świecie nie ma takiego zwyczaju, lecz ktoś o szczebel niżej, np. któryś z wicepremierów. - tłumaczy Mistewicz.