Były minister sprawiedliwości jest oburzony. We wniosku o powołanie komisji śledczej ds. nieprawidłowości w organach ścigania za rządów PiS poruszono sprawę jego ojca, który zmarł po zabiegu chirurgicznym w jednym z krakowskich szpitali. Platforma uważa, że ówczesne zachowanie byłego ministra mogło być przykładem nadużycia władzy.

"Platforma urządza sobie polityczne igrzyska kosztem nieszczęścia mojego, mojego brata i mojej mamy" - grzmiał dziś Ziobro. Były minister sprawiedliwości dowodził, że nie sterował śledztwem w tej sprawie.

"Nie jest prawdą, że ja polecałem, by ktokolwiek zajął się sprawą śmierci mego ojca. Jeżeli natomiast chodzi o mego brata, to złożył on doniesienie na takich zasadach, na jakich zrobiłby to każdy przeciętny Polak, gdyby miał jakieś wątpliwości" - przekonywał.

Dowodem na to, że prokuratura była wolna w tej sprawie od nacisków, ma być - według Ziobry - to, że nie prowadziła jej prokuratura okręgowa, lecz rejonowa. Ponadto, Ziobro zdementował pogłoski, jakoby w tej sprawie zlecono aż pięć ekspertyz.

"Był tylko jeden biegły. Na dodatek był on farmakologiem. Gdybym nadzorował to śledztwo, nie pozwoliłbym na to, by w dziedzinie kardiologii opinię pisał farmakolog" - dowodził Ziobro.

Tymczasem PO zapowiedziała, że komisja śledcza nie będzie się zajmować śmiercią ojca Ziobry. "W komisji nie będziemy badać konkretnych spraw, sprawdzimy czy nie funkcjonował mechanizm pozaformalnego wywierania nacisku na postępowania prokuratorskie. Zbadamy, czy były nieformalne spotkania, na których tego typu naciski mogły rzeczywiście zaistnieć" - powiedział poseł PO Sebastian Karpiniuk.