Nikt się tego nie spodziewał! Oskarżony przez "Tygodnik Podhalański" o współpracę z SB, znany na całym Podhalu, ks. Mirosław Drozdek zawarł przed sądem ugodę z szefem tego pisma Jerzym Jureckim. Duchowny wycofał z sądu pozew, bo uzgodniono, że gazeta go nie oskarżyła, tylko postawiła pytanie. Nieoficjalnie wiadomo, że ugodę wymogła na księdzu krakowska kuria! Jej rzecznik zaprzecza temu.
Autor tekstu o kontaktach Drozdka z SB Jerzy Jurecki ujawnił, że propozycja ugody wypłynęła ze strony księdza. Ponoć na takim rozwiązaniu sporu zależało
krakowskiej kurii! "Były, że tak powiem, opinie, które skłaniały księdza, jeszcze z innych stron, do ugodowego zakończenia sporu" - stwierdził tajemniczo adwokat ks. Drozdka mecenas
Wieńczysław Grzyb. Nie chciał mówić o szczegółach.
Wylewny nie był także rzecznik Archidiecezji Krakowskiej ks. Robert Nęcek. Mało przekonująco zabrzmiały jego zapewnienia jakoby nie wywierano presji na ks. Drozdka. "Nic mi nie wiadomo, jakoby kuria krakowska stosowała jakiekolwiek naciski wobec ks. Drozdka. Ks. Drozdek jako kapłan zakonny podlega swoim przełożonym" - powiedział jedynie.
Choć ksiądz i dziennikarz wyszli z nowosądeckiego sądu zadowoleni, zawodu nie kryli górale, którzy masowo zjawili się na rozprawie, by bronić kapłana. "My też chcemy przeprosin" - mówili. I uprzedzili: "Tygodnika" już nie kupimy!
W lutym Jurecki w tekście "Agent czy ofiara" napisał, że ksiądz Drozdek, kustosz sanktuarium na zakopiańskich Krzeptówkach, przez cztery lata był konfidentem SB o pseudonimie Ewa. Wywołał burzę! Ks. Drozdek jest bardzo znaną i cenioną postacią w Zakopanem.
Po artykule nawet zakopiańskie władze wezwały do bojkotu "Tygodnika". A ksiądz wytoczył redaktorowi proces. Żądał sprostowania, przeprosin i 10 tysięcy złotych zadośćuczynienia na cel charytatywny. Duchowny wielokrotnie podkreślał, że nigdy nie był współpracownikiem tajnych służb. "Nigdy na nikogo nie donosiłem. Nigdy nie podpisałem żadnej współpracy i żadnych zobowiązań" - pisał ks. Drozdek.
Wylewny nie był także rzecznik Archidiecezji Krakowskiej ks. Robert Nęcek. Mało przekonująco zabrzmiały jego zapewnienia jakoby nie wywierano presji na ks. Drozdka. "Nic mi nie wiadomo, jakoby kuria krakowska stosowała jakiekolwiek naciski wobec ks. Drozdka. Ks. Drozdek jako kapłan zakonny podlega swoim przełożonym" - powiedział jedynie.
Choć ksiądz i dziennikarz wyszli z nowosądeckiego sądu zadowoleni, zawodu nie kryli górale, którzy masowo zjawili się na rozprawie, by bronić kapłana. "My też chcemy przeprosin" - mówili. I uprzedzili: "Tygodnika" już nie kupimy!
W lutym Jurecki w tekście "Agent czy ofiara" napisał, że ksiądz Drozdek, kustosz sanktuarium na zakopiańskich Krzeptówkach, przez cztery lata był konfidentem SB o pseudonimie Ewa. Wywołał burzę! Ks. Drozdek jest bardzo znaną i cenioną postacią w Zakopanem.
Po artykule nawet zakopiańskie władze wezwały do bojkotu "Tygodnika". A ksiądz wytoczył redaktorowi proces. Żądał sprostowania, przeprosin i 10 tysięcy złotych zadośćuczynienia na cel charytatywny. Duchowny wielokrotnie podkreślał, że nigdy nie był współpracownikiem tajnych służb. "Nigdy na nikogo nie donosiłem. Nigdy nie podpisałem żadnej współpracy i żadnych zobowiązań" - pisał ks. Drozdek.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz