Policji, podczas przeszukania w centrali PZU, udało się znaleźć dokumenty. To na ich podstawie, a także po przesłuchaniu 13 świadków, prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie tzw. afery billboardowej. Podejrzewa, że PZU rzeczywiście nielegalnie sfinansowało kampanię lidera PO. Afera mogła przynieść kilkunastomilionowe straty dla ubezpieczyciela!

Kurski tłumaczy, że o sprawie powiedział prokuraturze dopiero teraz, bo pojawiły się kontrowersje wokół wyboru nowego prezesa PZU. Jego zdaniem, prowokują je politycy PO. A poza tym - jak twierdzi - w kwietniu "nie był pewien swoich racji". Dziś pęcznieje z dumy, bo - według niego - prokuratura przyznała, że "nie rzucał bezpodstawnych oskarżeń". I zapowiada, że na tym jego rola się kończy, a Tuska pouczył, że w jego interesie powinno być "wyjawienie i napiętnowanie skrajnie patologicznego mechanizmu". "Nie chciałem dokuczyć liderowi PO!" - zarzeka się.

Tusk jest jednak innego zdania. Zarzuty uważa za bzdurne, a Kurskiemu grozi sądem.