To dla represjonowanych robotników wyjątkowa chwila. Bo do tej pory na wydarzenia w Radomiu spuszczano zasłonę milczenia. Teraz to się zmieni.

Najbardziej brutalni milicjanci, którzy tłumili bunt robotników w czerwcu 1976 roku, wkrótce staną przed sądem. Obiecał to podczas niedzielnych obchodów 30. rocznicy strajku robotników prezes Instytutu Pamięci Narodowej. Janusz Kurtyka zdradził, że w IPN od kilku miesięcy trwa śledztwo wobec ZOMO-wców.

Do Radomia przyjechał również Kazimierz Marcinkiewicz. Ogłosił, że wszyscy robotnicy czerwca '76 otrzymają pomoc. W tym celu premier powołał specjalny fundusz.


Szef rządu zapowiedział rozliczenie się z przeszłością. "Polska nie zawsze jest sprawiedliwa, bo państwo nie jest sprawiedliwe, kiedy oprawcy mają się lepiej niż pokrzywdzeni" - mówił. Dlatego, żeby sprawiedliwa się stała, poszkodowani zostaną wkrótce zrehabilitowani.

Z kolei przewodniczący "Solidarności" Janusz Śniadek podkreślał, że strajk w Radomiu przyczynił się do narodzin "Solidarności" i do upadku komunizmu w Polsce. Odczytał list Lecha Kaczyńskiego, w którym prezydent oddał hołd uczestnikom czerwca '76.

Prezydent wysłał do radomskich robotników list, bo sam pojechał na rocznicowe uroczystości do Ursusa. "Planowana wtedy przez władze olbrzymia podwyżka cen miała ludziom odebrać to, co zostało wywalczone w 1970 roku na Wybrzeżu" - mówił poruszony Lech Kaczyński. "Polacy nie pozwolili sobie tego odebrać" - dodał.

Strajk robotników w Radomiu, a także w innych polskich miastach, m.in. w Ursusie i Płocku, wybuchł po ogłoszeniu przez ówczesnego premiera Piotra Jaroszewicza podwyżki cen żywności. I choć wywalczyli cofnięcie podwyżek, sami zapłacili wysoką cenę. Kilka tysięcy ludzi wyrzucono z pracy. Kilkaset aresztowano. Wiele osób zostało ciężko pobitych przez milicję i ZOMO.