Bicie, pałowanie, ścieżki zdrowia, ból i upokorzenie. Taki koszmar zafundowała władza ludowa robotnikom Radomia i Ursusa, którzy 30 lat temu wyszli na ulice, by protestować przeciw podwyżkom cen. Radomiacy wspominają dzisiaj tragedię sprzed lat.
Opowiadają, że zdesperowani ludzie spontanicznie ruszyli pod komitet wojewódzki partii. "Myśleliśmy, co dzieciom damy jeść. Szliśmy walczyć o dobro naszych dzieci
i wnuków" - wspomina Marianna Krawczyk. Władze rzuciły na robotników milicjantów i ZOMO. Bandyci w mundurach pałowali ludzi i strzelali do nich z petard z gazem łzawiącym. Nie oszczędzali
nawet kobiet z dziećmi.
Bici i masakrowani robotnicy lądowali na komenadach, gdzie oprawcy urządzali im ścieżki zdrowia. Stali w szpalerze, bili pałkami i kopali zatrzymanych po całym ciele. "Kto nie przeszedł ścieżek zdrowia, nie wie, jak tam było. To coś okropnego, jak się znęcali" - wzdryga się Ryszard Szałapski. "Zawieźli nas do aresztu, tam też lali nas okropnie. Kto się przewrócił, już się nie podniósł" - opowiada. Robotnicy mieli granatowe plecy od ciosów i kopniaków.
Władze w końcu odwołały podwyżki, ale dalej mściły się na protestujących. Około trzystu robotników poddano represjom. Wylądowali za kratkami albo stracili pracę.
Bici i masakrowani robotnicy lądowali na komenadach, gdzie oprawcy urządzali im ścieżki zdrowia. Stali w szpalerze, bili pałkami i kopali zatrzymanych po całym ciele. "Kto nie przeszedł ścieżek zdrowia, nie wie, jak tam było. To coś okropnego, jak się znęcali" - wzdryga się Ryszard Szałapski. "Zawieźli nas do aresztu, tam też lali nas okropnie. Kto się przewrócił, już się nie podniósł" - opowiada. Robotnicy mieli granatowe plecy od ciosów i kopniaków.
Władze w końcu odwołały podwyżki, ale dalej mściły się na protestujących. Około trzystu robotników poddano represjom. Wylądowali za kratkami albo stracili pracę.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|