"Pewna sytuacja polityczna w Polsce" - to przyczyna, według Jarosława Kaczyńskiego, dymisji Kazimierza Marcinkiewicza. Wbrew zapowiedziom, ani prezes PiS, ani ustępujący premier, nie chcieli ujawnić konkretnych powodów wymiany szefa rządu. Na wspólnej konferencji prasowej obydwu polityków Kazimierz Marcinkiewicz zaprzeczył tylko, jakoby przyczyną jego odejścia był jakiś konflikt w partii.
Jarosław Kaczyński w krótkim wystąpieniu podziękował Marcinkiewiczowi za jego pracę premiera, ale nie podał konkretnych przyczyn dymisji. Powiedział, że teraz
dla partii najważniejsze są wybory prezydenta Warszawy, a wysunięcie kandydatury Marcinkiewicza oznacza, że kwestia, kto zwycięży w tych wyborach, stała się znowu otwarta.
"Jest pewna sytuacja polityczna w Polsce, która wymaga w tym momencie podejmowania decyzji, które będą prowadziły do sukcesu PiS w najbliższych wyborach, do twardego sukcesu, do legitymizowania tego, co w Polsce robimy" - mówił prezes Kaczyński. Dodał, że ta legitymacja jest potrzebna, bo PiS jest przedmiotem nieustannego ataku.
"Chcielibyśmy udowodnić tym, którzy nas atakują - ostatnio dołączyły się do tego także pewne czynniki zagraniczne, ale mające związki w Polsce - że po prostu ich wysiłek do niczego nie prowadzi, że jest poważna część społeczeństwa, na którą to nie działa" - grzmiał Jarosław Kaczyński.
Dodał, że władze PiS postanowiły podjąć ryzyko, że władzę w państwie przejmą bracia. "Ale to naturalne, że szef partii zostaje premierem" - dodał prezes PiS. Nie chciał ujawnić, jakie będą jego pierwsze decyzje. "Jest na to za wcześnie" - wyjaśnił.
Kazimierz Marcinkiewicz poinformował, że w poniedziałek rano złoży dymisję na ręce prezydenta. "Nie da się wbić klina między mnie a szefa partii" - dodał, ale też nie chciał odpowiedzieć na pytania, dlaczego podjął taką decyzję.
Formalnie premier Marcinkiewicz ma złożyć dymisję w poniedziałek. Jednocześnie na stanowisko premiera ma zostać powołany Jarosław Kaczyński.
"Jest pewna sytuacja polityczna w Polsce, która wymaga w tym momencie podejmowania decyzji, które będą prowadziły do sukcesu PiS w najbliższych wyborach, do twardego sukcesu, do legitymizowania tego, co w Polsce robimy" - mówił prezes Kaczyński. Dodał, że ta legitymacja jest potrzebna, bo PiS jest przedmiotem nieustannego ataku.
"Chcielibyśmy udowodnić tym, którzy nas atakują - ostatnio dołączyły się do tego także pewne czynniki zagraniczne, ale mające związki w Polsce - że po prostu ich wysiłek do niczego nie prowadzi, że jest poważna część społeczeństwa, na którą to nie działa" - grzmiał Jarosław Kaczyński.
Dodał, że władze PiS postanowiły podjąć ryzyko, że władzę w państwie przejmą bracia. "Ale to naturalne, że szef partii zostaje premierem" - dodał prezes PiS. Nie chciał ujawnić, jakie będą jego pierwsze decyzje. "Jest na to za wcześnie" - wyjaśnił.
Kazimierz Marcinkiewicz poinformował, że w poniedziałek rano złoży dymisję na ręce prezydenta. "Nie da się wbić klina między mnie a szefa partii" - dodał, ale też nie chciał odpowiedzieć na pytania, dlaczego podjął taką decyzję.
Formalnie premier Marcinkiewicz ma złożyć dymisję w poniedziałek. Jednocześnie na stanowisko premiera ma zostać powołany Jarosław Kaczyński.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|