Gdyby sprawami kraju zajmowali się z takim przejęciem i zaangażowaniem, życie Polaków byłoby piękne! Wczoraj jednak swą energię posłowie z komisji regulaminowej i spraw poselskich poświęcili na dyskusję o tym, jak poprawić byt, ale swój własny.

Czego domagają się nasi parlamentarzyści? Ot, choćby polepszenia menu w sejmowej restauracji. Do tej pory było ustalane raz na całą kadencję. A to błąd! Bo nie uwzględniono w nim tegorocznej fali gorąca. "Jest okres upałów i ja, jak wielu innych posłów, pytam o dania jarskie, których tam się prawie nie serwuje" - żalił się poseł ludowców Wiesław Woda.


Ale nie tylko gastronomia jest ważna dla naszych posłów. Kolejny problem to płot wokół Sejmu. Potrzeba nowego ogrodzenia! "Solidny, porządny płot, z solidnymi bramami" - rzucił komendant straży marszałkowskiej. Bo, jak tłumaczy, "nie trzeba wielkiej wyobraźni, by wymyślić, co by się mogło stać wskutek wtargnięcia tutaj jakiegoś szaleńca".

Sami posłowie również mogą okazać się niebezpieczni. Bo czasem puszczają im nerwy! Dlatego wymyślono, by - jak inni goście - przechodzili przez bramki wykrywające metal. To jednak nie wszystkim przypadło do gustu. "Noszę w teczce nóż do otwierania listów. Nigdy go nie użyłem i nie zamierzam użyć do niczego innego" - zapewnił Marek Suski z PiS w obawie, że nie będzie miał czym otwierać korespondencji.

A to jeszcze nie koniec poselskich problemów. Denerwują ich na przykład... czarne ubranka ochroniarzy. "Wjeżdżając do Sejmu czuję się jak na poligonie" - skarży się Wacław Martyniuk z SLD i żąda z całą stanowczością: "Proszę ich z tych czarnych mundurów rozebrać!".

A my narzekamy, że ciężko się nam żyje. Nasi posłowie to dopiero mają problemy!