Dyrektorzy całkowicie się z tym nie zgadzają. Według nich, poszło o głupie polecenia. "Wiceministrom z Samoobrony brakuje podstawowej wiedzy i umiejętności. Są niekompetentni. Proszą o dokumenty i ich nie rozumieją, więc się denerwują. Albo zlecają pomysły złe lub drogie, a potem grymaszą, gdy otrzymują z departamentów ich krytyczną ocenę" - opowiada DZIENNIKOWI jeden z pracowników ministerstwa.
I może w tym coś być. Ale jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. 27 października weszła w życie ustawa pozwalająca na swobodne zwalnianie urzędników państwowych. A wiadomo - na miejsce tych wyrzuconych, mogą przyjść swoi i całkiem oddani Annie Kalacie, czyli minister pracy z Samoobrony.
Zwolnienia dotyczą strategicznych departamentów związanych z pomocą społeczną, ubezpieczeniami i rynkiem pracy, czyli tymi działami, gdzie jest najwięcej pieniędzy. I faktycznie tam warto mieć swoich ludzi.