"Taka ingerencja w sprawy sojusznika USA jest niedopuszczalna" - grzmi minister. I dodaje, że tego rodzaju wypowiedzi urzędników amerykańskich na pewno nie pomogą kontaktom Polski z USA. Bo o składzie naszego rządu mogą decydować tylko polskie władze, a nie jakieś obce mocarstwa.
Minister Szczygło nie ma wątpliwości: dopiero wyrzucenie z pracy ambasadora Kennetha Hillasa, który chciał dymisji Giertycha, byłoby dowodem na to, że Amerykanie nie chcą się wtrącać w nasze sprawy. Dlaczego? Bo trudno, by dobre relacje między nami a USA budował człowiek, który chce, jak dawniej radziecki ambasador, decydować o tym, kto jest u nas ministrem.
Cały skandal wybuchł wczoraj wieczorem, gdy światło dzienne ujrzała notatka z rozmowy sekretarza stanu Leszka Jesienia z wiceambasadorem USA Kennethem Hillasem. Dyplomata stwierdził w niej, że Giertych powinien odejść, za swoją krytykę interwencji w Iraku.