Jarosław Kaczyński już nie mówi o układzie i nie kłóci się z opozycją na politycznych salonach. Zamiast tego, premier pojechał w teren, gdzie opowiada o funduszach unijnych i wielkich inwestycjach. I ta strategia działa. Bo poparcie dla szefa rządu rośnie - pisze DZIENNIK.
Zmiana wizerunku była jak najbardziej zamierzona. Premier po prostu chciał odrobić straty w sondażach po awanturze z Samoobroną. A czas naglił. Bo do wyborów było
już bardzo blisko.
Dlatego Jarosław Kaczyński odciął się od polemik politycznych i na konferencjach prasowych chce mówić tylko o pracach rządu. "Czas wieców się skończył. Teraz pokazujemy ciężką pracę" - mówi DZIENNIKOWI jeden ze współpracowników szefa rządu.
A poza tym po odnowieniu koalicji z Samoobroną okazało się, że PiS ma mniejsze poparcie w miastach, ale za to większe na prowincji. "Więc trzeba kuć żelazo póki gorące" - tłumaczy w rozmowie z DZIENNIKIEM Jacek Kurski.
Tak też się stało. Premier wyruszył w teren. Był na budowie nowego boiska w Białymstoku. Odwiedził Targi Książki w Krakowie. Na Lubelszczyźnie rozmawiał z rolnikami. A to dopiero początek, są już plany następnych wyjazdów. I poparcie w sondażach rośnie.
"Rządzącym takie wyjazdy się opłacają. Wyborcy lubią czuć, że Warszawa się nimi interesuje" - tłumaczy DZIENNIKOWI politolog Marek Migalski.
Dlatego Jarosław Kaczyński odciął się od polemik politycznych i na konferencjach prasowych chce mówić tylko o pracach rządu. "Czas wieców się skończył. Teraz pokazujemy ciężką pracę" - mówi DZIENNIKOWI jeden ze współpracowników szefa rządu.
A poza tym po odnowieniu koalicji z Samoobroną okazało się, że PiS ma mniejsze poparcie w miastach, ale za to większe na prowincji. "Więc trzeba kuć żelazo póki gorące" - tłumaczy w rozmowie z DZIENNIKIEM Jacek Kurski.
Tak też się stało. Premier wyruszył w teren. Był na budowie nowego boiska w Białymstoku. Odwiedził Targi Książki w Krakowie. Na Lubelszczyźnie rozmawiał z rolnikami. A to dopiero początek, są już plany następnych wyjazdów. I poparcie w sondażach rośnie.
"Rządzącym takie wyjazdy się opłacają. Wyborcy lubią czuć, że Warszawa się nimi interesuje" - tłumaczy DZIENNIKOWI politolog Marek Migalski.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|