Sprawdzimy, czy strajki są legalne i czy nie zagrażają zdrowiu małych pacjentów - zapowiada wicepremier Ludwik Dorn, będący pod silnym wrażeniem wczorajszego artykułu w DZIENNIKU pt. "Szantaż dziećmi", który pokazuje cierpienie pozostawionych bez opieki lekarskiej maluchów.
Dobrze, że szef MSWiA czyta DZIENNIK, bo w innym wypadku gehenna małych pacjentów i ich rodziców z Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka i Matki w Katowicach
trwałaby bezkarnie dalej. Tymczasem lekarze z Centrum Pediatrii w Sosnowcu zapowiedzieli, że dziś odejdą od łóżek małych pacjentów.
Ludwik Dorn przy czytaniu porannej prasy o mało nie zakrztusił się kawą. "Rano, zaraz po lekturze prasy, wicepremier Dorn kazał wojewodzie śląskiemu Tomaszowi Pietrzykowskiemu zbadać legalność strajku" – relacjonuje dziś na łamach gazety Tomasz Skłodowski, rzecznik MSWiA.
I teraz wściekły Dorn dobiera się lekarzom do skóry. W szpitalach w całym kraju ruszą kontrole, które ustalą, czy strajki są legalne, czyli czy rzeczywiście większość personelu była za protestem i czy czasem nikt nikogo do niego nie zmuszał. Na zlecenie Dorna ma też ruszyć specjalny zespół ekspertów, którzy sprawdzą, czy w opisanym przez DZIENNIK szpitalu zachowano wszystkie procedury i czy zadbano o małych pacjentów.
Ciekawe, co pokażą kontrole, bo reakcja lekarzy jest już mniej ciekawa - nie mają sobie nic do zarzucenia. "Nie przerwiemy strajku" - mówi z rozbrajającym spokojem dr Grzegorz Bajor z CZDiM, lider strajkujących lekarzy. "Przygotowując strajk, sporządziliśmy protokoły dotyczące sporu i zadbaliśmy, aby protest był jak najmniej dotkliwy. Staraliśmy się informować pacjentów o proteście". I jak dodaje, protest będzie trwał. "Propozycje ministra Religi mogą być realizowane dopiero w 2009 roku. I nie ma tam nic o podwyżkach dla lekarzy. A o to nam przecież chodzi" - mówi.
Suchej nitki na lekarzach nie zostawia Bohdan Maruszewski, słynny kardiochirurg z Centrum Zdrowia Dziecka. Przyznaje, że zarobki w służbie zdrowia to skandal. "Ale protesty nie mogą uderzać w dzieci!" - oburza się. "W przysiędze Hipokratesa, którą składają lekarze, nie jest zapisane, za ile. Przysięga nakłada na nas obowiązki" - apeluje do zdeterminowanych lekarzy.
Rząd się ugiął, lekarze nie. Piłka jest znów po stronie rządu.
Ludwik Dorn przy czytaniu porannej prasy o mało nie zakrztusił się kawą. "Rano, zaraz po lekturze prasy, wicepremier Dorn kazał wojewodzie śląskiemu Tomaszowi Pietrzykowskiemu zbadać legalność strajku" – relacjonuje dziś na łamach gazety Tomasz Skłodowski, rzecznik MSWiA.
I teraz wściekły Dorn dobiera się lekarzom do skóry. W szpitalach w całym kraju ruszą kontrole, które ustalą, czy strajki są legalne, czyli czy rzeczywiście większość personelu była za protestem i czy czasem nikt nikogo do niego nie zmuszał. Na zlecenie Dorna ma też ruszyć specjalny zespół ekspertów, którzy sprawdzą, czy w opisanym przez DZIENNIK szpitalu zachowano wszystkie procedury i czy zadbano o małych pacjentów.
Ciekawe, co pokażą kontrole, bo reakcja lekarzy jest już mniej ciekawa - nie mają sobie nic do zarzucenia. "Nie przerwiemy strajku" - mówi z rozbrajającym spokojem dr Grzegorz Bajor z CZDiM, lider strajkujących lekarzy. "Przygotowując strajk, sporządziliśmy protokoły dotyczące sporu i zadbaliśmy, aby protest był jak najmniej dotkliwy. Staraliśmy się informować pacjentów o proteście". I jak dodaje, protest będzie trwał. "Propozycje ministra Religi mogą być realizowane dopiero w 2009 roku. I nie ma tam nic o podwyżkach dla lekarzy. A o to nam przecież chodzi" - mówi.
Suchej nitki na lekarzach nie zostawia Bohdan Maruszewski, słynny kardiochirurg z Centrum Zdrowia Dziecka. Przyznaje, że zarobki w służbie zdrowia to skandal. "Ale protesty nie mogą uderzać w dzieci!" - oburza się. "W przysiędze Hipokratesa, którą składają lekarze, nie jest zapisane, za ile. Przysięga nakłada na nas obowiązki" - apeluje do zdeterminowanych lekarzy.
Rząd się ugiął, lekarze nie. Piłka jest znów po stronie rządu.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl