Cała sprawa podobno wydarzyła się pięć lat temu. To wtedy Anetę K. - bezrobotną matkę - miała ponoć zwerbować jej przyjaciółka, która pracowała dla Łyżwińskiego i szukała na swoje miejsce zastępczyni, by wykręcić się od seksualnych obowiązków.
Aneta K. opowiada w "Gazecie Wyborczej": "Zadzwonił poseł Łyżwiński. Sugerował, że mogę liczyć na pracę". Kobieta twierdzi, że dzień później sejmowa lancia z Lepperem i Łyżwińskim zabrała ją do Warszawy. "Wiedziałam, że to nie jest krajoznawcza wycieczka" - przyznaje Aneta K. I mówi dalej, że Andrzej Lepper obiecał jej pracę w zamian za seks.
Wszystko miało się dziać w pokoju szefa Samoobrony w hotelu sejmowym. "Przewodniczący kazał mi iść pod prysznic. Siedziałam pół godziny i myślałam co zrobić. Nie umyłam się i wróciłam do pokoju. Doszło do zbliżenia" - wyznaje kobieta. I podkreśla, że dwa dni później była już wiceszefową biura poselskiego Stanisława Łyżwińskiego w Tomaszowie. A potem awansowała na szefową.
Ale, jak mówi Aneta K., na tym się nie skończyło. "By utrzymać pracę, musiałam świadczyć usługi seksualne. Gdy się stawiałam, groził, że na moje miejsce są setki innych dziewczyn" - opowiada kobieta.
Aneta K. nie została w wyborach lokalnych wybrana ponownie na radną łódzkiego sejmiku wojewódzkiego. Gdy dziennikarz zapytał, czy jej wyznania nie są zemstą, odpowiedziała, że może to być tak odebrane. "Ale muszę to z siebie wyrzucić. Pięć lat mówiłam sobie: tysiące kobiet tak robi. Ja zrobię raz i wymażę z pamięci. Ale nie mogę" - mówi. I zaraz dodaje, że właśnie wyjeżdża do Londynu do pracy.
"Gazeta Wyborcza" twierdzi, że dotarła też do innych działaczek Samoobrony molestowanych seksualnie przez Stanisława Łyżwińskiego.
Łyżwiński i szef Samoobrony Andrzej Lepper stanowczo zaprzeczają tym oskarżeniom.