Jak mogło do tego dojść i kto zawinił? Na wszystkie pytania muszą znaleźć się odpowiedzi. Także na to: czy były wystarczające powody do zarządzenia takiej akcji.
Ale inną kwestią jest sprawa umiaru. Nawet pobieżna analiza tego, co mieli wczoraj do powiedzenia politycy lewicy, prowadzi do smutnego wniosku. Tragedia posłużyła im do urządzenia
politycznego festiwalu, została użyta instrumentalnie, by wmówić, że żyjemy w państwie, które zabija własnych obywateli.
O 9 rano poseł Martyniuk wiedział już wszystko. Przed kamerami na forum Sejmu wypalił, że Barbara Blida zginęła zaszczuta przez ABW. I co z tego, że przeprosił za niestosowne słowa.
Cimoszewicz mówił o państwie policyjnym. Zarzucając rządowi, że z obrony prawa uczynili propagandowy spektakl z dramatycznym finałem. Frasyniuk nazwał to psychologicznym terrorem. Leszek
Miller snuł opowieść, że była posłanka targnęła się na własne życie, bo nie chciała oglądać relacji w mediach, jak funkcjonariusze wyprowadzają ją z domu w kajdankach.
Dowodził, że motywem mogło być jej poczucie godności i własnej wartości. Granicę głupoty przekroczył ostatecznie Włodzimierz Czarzasty: Szkoda, że nie będzie się mogła bronić
osobiście - podsumował tragedię, kończąc swój wywód o panującej w kraju atmosferze zastraszania i pomówień. Okazji nie przegapił nawet Józef Oleksy, który powtarzał, że i on czuje się
zagrożony. Nie dodał kogo bardziej: rządzących czy swoich kolegów, których spostponował.
Prokuratorskie śledztwo zarządzone przez ministra sprawiedliwości ma wyświetlić okoliczności śmierci byłej posłanki SLD. Równie ważna jest informacja, czy rzeczywiście była zamieszana w
aferę korupcyjną.
Politycy Sojuszu znają już odpowiedź na to ostatnie pytanie i prawią morały. Kłopot w tym, że partia ta powinna być do tego ostatnia w kolejce. To po prostu kwestia wiarygodności, z
którą w aferalnych sprawach SLD nie raz i nie dwa miał kłopot. Poczekałbym z ferowaniem wyroków na wyjaśnienia i rachunek sumienia odpowiedzialnych za to, co się wydarzyło.