Śledczy kończą przesłuchania. Zeznania większości świadków - jak wynika z naszych informacji - tylko potwierdzają winę Stanisława Łyżwińskiego. Poseł wszystkiemu zaprzecza. Czy usłyszy zarzuty? Najpierw Sejm musi zgodzić się ze śledczymi lub Łyżwiński musi zrzec się immunitetu.
Do łódzkiej prokuratury zgłosiło się wiele kobiet, które miały styczność z różnymi działaczami Samoobrony. Niektóre - specjalnie, by zeznawać - przyjeżdżały nawet z zagranicy. Z różnych źródeł dowiadywały się o kulisach seksafery. Wiele z nich potwierdziło wersję o molestowaniu lub nawet gwałcie, jakiego między innymi miał się dopuścić Łyżwiński.
Jak dowiedział się dziennik.pl ze źródeł zbliżonych do śledztwa, zeznania świadków w większości obciążają Stanisława Łyżwińskiego. Śledczy chcą pociągnąć go do odpowiedzialności z oskarżeń, która stawia mu Aneta Krawczyk. Była pracownica jego biura oskarża go, że dał jej pracę za usługi seksualne.
Jak ustalił dziennik.pl, prokuratura kończy przygotowywanie wniosku do Sejmu o uchylenie posłowi Samoobrony immunitetu. Bez tego nie może postawić mu zarzutów.
Andrzej Lepper, Aneta Krawczyk i Stanisław Łyżwiński
Jeżeli posłowie uchylą mu immunitet, Łyżwiński dostanie kilka zarzutów, w tym oferowania pracy w zamian za korzyść osobistą, zmuszania do usług seksualnych oraz gwałtu. Grozi za to nawet 12 lat więzienia.
Na razie zarzuty w sprawie usłyszały trzy osoby, w tym były doradca posła Łyżwińskiego, Jacek Popecki. Prokuratura twierdzi, że wstrzykiwał ciężarnej Anecie Krawczyk oksytocynę - środek przyspieszający poród.
Stanisław Łyżwiński nie czeka na prokuratorskie zarzuty. Sam oskarżył już Anetę Krawczyk o fałszowanie dokumentów. Prokuratura przesłuchała ich oboje.