Jak zapewniali organizatorzy pochodu, ich inicjatywa jest "opozycją wobec oportunistów i pozorantów z SLD, i Ruchu Palikota" oraz - jak mówili - zbiurokratyzowanych związków zawodowych biorących udział w pracach Komisji Trójstronnej, które nie dbają o prawa pracowników, lecz pracodawców.
Jeden z organizatorów wtorkowego pochodu Jakub Gawlikowski ze Związku Syndykalistów Polskich mówił, że demonstracja wraca do tradycji pierwszomajowej, która jest starsza niż to, co pamiętamy z czasów PRL, odwołuje się do tradycji ruchów pracowniczych walczących o ośmiogodzinny dzień pracy, prawo do zwolnień lekarskich etc. " - przekonywał.
Zachęcał, aby pracownicy organizowali się oddolnie, na własną rękę w swoich miejscach pracy. Uczestnicy pochodu upominali się też o prawa wykluczonych: ludzi, których nie stać na własne mieszkanie, wyrzucanych na bruk, którzy ledwo wiążą koniec z końcem, żyjąc od jednej umowy śmieciowej do drugiej. Podkreślali, że walczą z kapitalizmem
W czasie przemarszu ulicami Warszawy skandowano m.in.: . Uczestnicy pochodu nieśli transparenty z hasłami: " Pochód wyruszył z Pl. Bankowego, przeszedł ul. Miodową, Krakowskim Przedmieściem, zakończył się na rogu ul. Karowej i Krakowskiego Przedmieścia, na skwerze ks. Jana Twardowskiego. Przebiegł spokojnie.
Uczestnicy marszu nacjonalistów nieśli flagi: czarne, narodowe, z symbolami krzyża celtyckiego i falangi. Trzymali też transparenty z hasłami ; skandowali hasła .
W marszu wzięli udział przedstawiciele Młodzieży Wszechpolskiej, Obozu Narodowo Radykalnego, Narodowego Odrodzenia Polski. Pochód otaczał kordon policji. Pochód nacjonalistów wyruszył z placu Na Rozdrożu, sprzed pomnika Romana Dmowskiego. Jego trasę zaplanowano ulicami: Al. Ujazdowskimi, Nowym Światem, Al. Jerozolimskimi, Marszałkowską. Ma się zakończyć na Placu Konstytucji.