Donald Tusk zapewnił, że publikacja Ustawy o postępowaniu wobec osób z zaburzeniami psychicznymi stwarzających zagrożenie życia, zdrowia lub wolności seksualnej innych osób 7 stycznia nie była wynikiem błędu czy niedopatrzenia. - Zwróciłem uwagę moim urzędnikom, aby przy tak szczególnie wrażliwych projektach działali z jeszcze większą wrażliwością. Ale tu nie dokonano żadnego uchybienia, nie został naruszony żaden obyczaj - zapewniał.

Reklama

Tłumaczył, że prace nad projektem i potem wprowadzanie przyjętego prawa w życie było specjalnie przyspieszone, by zdążyć przed 11 lutego. Wtedy bowiem na wolność ma wyjść odsiadujący karę 25 lat więzienia Mariusz Trynkiewicz, który w 1988 roku w Piotrkowie Trybunalskim zabił czterech chłopców. Tusk jednak jego nazwiska nie wymienił.

Podkreślił, że ustawa wcale gwarantuje, że ten czy inny przestępca z automatu zostanie zamknięty w odosobnieniu. Ma o tym zdecydować sąd, opierając się na opiniach biegłych. Dodał jednak, że nawet jeśli zdarzy się, że Trynkiewicz jednak wyjdzie na wolność, będzie pod "opieką". - Jest podwójny powód, dla którego będzie on pod bardzo pieczołowitą opieką. Chodzi o to, aby on nie mógł nikomu nic zrobić, i aby na nim nie dokonano linczu - wyjaśniał, przywołując powstanie strony internetowej, na której internauci nawołują do zabicia mordercy.

Tusk podkreślał, że sprawa znajduje się w sferze jego szczególnego zainteresowania. - Od rana najwięcej czasu spędzam na sprawdzaniu każdej ewentualności, która dotyczy tej sprawy - mówił na konferencji, która dotyczyła przede wszystkim wykorzystaniem środków unijnych.

O tym, że "ustawa o bestiach" będzie dotyczyła również Mariusza Trynkiewicza, mówił wcześniej Marek Biernacki. Minister sprawiedliwości stwierdził, że procedury przewidziane przez prawo będzie można prowadzić również po wyjściu przestępcy na wolność. CZYTAJ WIĘCEJ >>>