Nasz rozmówca zbliżony do rządu w lutym tego roku wystąpił o udostępnienie przez KE . Chodziło o ustalenie, czy komisarze prosili ekspertów i prawników o analizę sporu i jego kontekstu. A jeśli tak, to co w tych analizach się znalazło.
Oficjalna korespondencja, którą dysponuje nasza redakcja, trwała od 16 lutego do 23 maja. W pierwszych pismach urzędnicy unijni zasłaniali się tajnością ekspertyz, by na końcu przyznać, że w zasadzie ich nie było. A decyzję podjęto na bazie ogólnodostępnych informacji i komentarzy.
W pierwszym piśmie nasz rozmówca otrzymał następującą odpowiedź: . Przedstawiciel rządu odwołał się od tej decyzji. Efekt: "Komisja ustaliła, że zakresem wniosku objęte są dwa dokumenty: 1. Debata orientacyjna na temat ostatnich wydarzeń w Polsce (ramy prawne w dziedzinie praworządności), dokument referencyjny oraz 2. Nota faktograficzna: Debata orientacyjna kolegium komisarzy na temat ostatnich wydarzeń w Polsce i ram prawnych w dziedzinie praworządności: pytania i odpowiedzi, opublikowana przez Komisję w dniu 13 stycznia 2016 r.". Jak czytamy dalej, "cała treść dokumentu (1) została zawarta w publicznie dostępnym dokumencie (2), który zawiera takie same informacje".
Innymi słowy, "tajny" dokument Brukseli okazał się jedynie dość ogólnikową informacją w formie pytań i odpowiedzi. Nie było ekspertyz prawnych. Nie podjęto też prób zgłębienia problematyki związanej z Trybunałem Konstytucyjnym. Były jedynie generalne tezy przypominające, że "praworządność jest jedną z podstawowych wartości, na których opiera się UE". Wydarzenia w Polsce, które zainteresowały kolegium, nie były analizowane na bazie opinii skonfliktowanych stron czy niezależnych obserwatorów.
Jan Grabiec, rzecznik PO, przekonuje, że przypadek Polski nie wymagał rozbudowanych analiz. - mówi. PiS nie komentuje. Bo podobno nie jest już zainteresowany podgrzewaniem sporu.