- poinformował we wtorek PAP rzecznik tej prokuratury prok. Michał Dziekański.
Wyjaśnił, że wszczęto jedno śledztwo w tych sprawach z racji tożsamości "modus operandi". Dlatego przyjęto też jedną roboczą podstawą śledztwa, którą jest art. 297 par. 1 Kodeksu karnego.
Stanowi on: .
- podała Prokuratura Krajowa. Podkreśliła, że śledztwo wszczęto "w związku z zawiadomieniami o podejrzeniu popełnienia przestępstwa złożonymi na Platformę Obywatelską i Polskie Stronnictwo Ludowe, Solidarną Polskę i Sojusz Lewicy Demokratycznej. Zawiadomienia w tej sprawie wpłynęły od przedstawicieli partii politycznych i od osób prywatnych".
Według PK, celem śledztwa jest "sprawdzenie rzetelności dokumentów złożonych przez partie polityczne w związku ze współorganizowanymi przez nie konferencjami". Prokuratura będzie też weryfikować, czy środki pochodzące z UE zostały wydane zgodnie z deklarowanym celem. Ma to na celu ustalenie, czy doszło do przestępstwa z art. 297 par. 1 kodeksu karnego, a więc uzyskania wsparcia finansowego na podstawie dokumentów czy oświadczeń poświadczających nieprawdę - dodała PK.
W listopadzie 2016 r. tygodnik "Newsweek" podał, że w 2013 r. Solidarna Polska za ok. 40 tys. euro, przekazanych jej przez europejską partię MELD (Ruch na rzecz Europy Wolności i Demokracji) miała w Krakowie zorganizować "kongres klimatyczny" na 800 osób, który w rzeczywistości miał się okazać konwencją przedwyborczą partii.
Solidarna Polska podkreśliła wtedy, że tekst "Newsweeka" "składa się z manipulacji, pomówień i insynuacji" i pominięto w nim informacje przekazane przez SP tygodnikowi. SP zapewniała, że jest otwarta na kontrole i nie ma nic do ukrycia. Jak podkreślano, "rzetelność, uczciwość i celowość wydatków dokonywanych w ramach projektów finansowanych przez europejską partię MELD przy współpracy z Solidarną Polską, potwierdziły instytucje kontrolne Parlamentu Europejskiego". Podkreślono też, że finansowanie SP nie budziło jakichkolwiek wątpliwości Państwowej Komisji Wyborczej.
SP dodawała, że wśród darczyńców byli "politycy Solidarnej Polski i ich rodziny, którzy przeznaczali własne pieniądze na finansowanie partii reprezentującej bliskie im wartości". - podawała SP.
SP zapowiedziała wtedy pozew SP przeciw wydawcy "Newsweeka" z żądaniem wypłaty 100 tys. zł zadośćuczynienia na cel społeczny. Jak oceniała Beata Kempa (SP), artykuł w tygodniku to był "dość brutalny" i precyzyjnie wymierzony atak w rocznicę działalności rządu.
W listopadzie 2016 r. Nowoczesna złożyła zawiadomienie do prokuratury ws. finansowania SP. Według N, chodzi o podejrzenie przestępstw oszustwa, defraudacji i poświadczenia nieprawdy.
Jak powiedział prok. Dziekański, po artykule "Newsweeka" różne osoby składały do prokuratury zawiadomienia o innych możliwych nieprawidłowościach przy organizacji imprez partii politycznych, finansowanych ze środków UE.
SP i jej szef Zbigniew Ziobro informowali też wówczas, że w związku z wystąpieniami posłów PO "na temat finansowania partii politycznych" wystąpią na drogę sądową przeciwko wiceszefowi klubu PO Andrzejowi Halickiemu. Wcześniej Halicki informował, że PO złożyła wniosek do CBA o sprawdzenie domniemanych nieprawidłowości w finansowaniu Solidarnej Polski. Halicki apelował też do premier Beaty Szydło, aby odniosła się do zarzutów wobec ministra swojego gabinetu. PO żądała też dymisji Ziobry.
- mówił minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. - dodał.