Były wicepremier w rządzie PiS-LPR-Samoobrona opowiada jak Jarosław Kaczyński sprawował swój urząd premiera. Poza tym, że pracował po 14 godzin, zazwyczaj rozmowy koalicyjne, które prowadził kończyły się o 2 nad ranem. – Trwały siedem godzin non stop. Normą były spotkania o północy, żeby coś uzgodnić – mówi Giertych w rozmowie z "Newsweekiem". I dodaje, że Kaczyński zawsze był gadułą, dlatego też często te spotkania trwały dłużej.

Przyznaje, że nigdy nie wierzył Kaczyńskiemu a prezes PiS nie wierzył jemu. – Za dobrze poznałem Antoniego Macierewicza, który bardzo blisko współpracował z Kaczyńskim, żeby nie widzieć, w którą stronę to zmierza. Zacząłem widzieć, że Kaczyński chce budować dyktaturę jak na Białorusi – mówi w wywiadzie.

Giertych stwierdza, że może dlatego Kaczyński chce zostać premierem, bo "nudzi się, siedząc na Nowogrodzkiej". Jego zdaniem wymiana Beaty Szydło na Jarosława Kaczyńskiego nie obniży notowań PiS-u, a sytuacja w rządzie będzie zdecydowanie jaśniejsza. – Ten układ jest chory, bo decydent nie ma żadnej formalnej władzy – wyjaśnia.

Przyznaje również, że prezesa PiS zawsze interesowała najbardziej prokuratura. – On ma do tego zacięcie. Interesował się śledztwami, reformą instytucji. W sprawie seksafery znał najdrobniejsze szczegóły – mówi Giertych. I dodaje, że Kaczyński interesował się także sprawą śmierci Barbary Blidy, która była ważna z punktu widzenia PiS, bo "mogła zaszkodzić notowaniom". – Załatwiła zresztą Zbigniewa Wassermanna, który miał być marszałkiem Sejmu – uważa.