Głosowanie nad projektem rezolucji w sprawie roli niemieckiego Urzędu ds. Dzieci i Młodzieży (Jugendamt) w transgranicznych sporach wraz z poprawkami ma się odbyć w przyszłym tygodniu w komisji petycji (PETI) Parlamentu Europejskiego. Jeśli projekt zostanie poparty przez większość członków tej komisji, trafi pod głosowanie na sesji plenarnej europarlamentu.

Reklama

Jak informują autorzy dokumentu, projekt rezolucji powstał, bo do komisji dotarło wiele petycji w sprawie domniemanej systematycznej dyskryminacji rodziców niebędących obywatelami niemieckimi przez Jugendamty w transgranicznych sporach dotyczących odpowiedzialności rodzicielskiej i opieki nad dziećmi.

Europosłowie wzywają w nim do zapewnienia dokładnych kontroli procedur i praktyk stosowanych w niemieckim systemie prawa rodzinnego, w tym w Jugendamtach, w przypadku transgranicznych sporów rodzinnych. Apelują też do krajów członkowskich w ramach Rady UE o usprawnienie współpracy sądowej i administracyjnej oraz dialogu transgranicznego między władzami Niemiec a władzami innych państw członkowskich w tego typu sporach.

Kosma Złotowski opublikował w środę na Twitterze treść poprawek, jakie do projektu rezolucji złożyła Julia Pitera. Z jednej z nich - jak informuje - wynika, że europosłanka PO chce wykreślenia z projektu rezolucji m.in. zapisu, w którym PE "wzywa Komisję Europejską do zapewnienia dokładnych kontroli procedur i praktyk stosowanych przez Niemiecki Urząd ds. Dzieci i Młodzieży (Jugendamt) pod kątem ich niedyskryminacyjnego charakteru w zakresie sporów dotyczących rodzin międzynarodowych".

Z wpisu Złotowskiego wynika też, że w innej poprawce Pitera chce wprowadzenia zapisu, który "przypomina, że komisja petycji przeprowadziła wizytę rozpoznawczą w Niemczech w 2011 roku i nie znaleziono wówczas przesłanek do stwierdzenia, że niebędący Niemcami rodzice w małżeństwach międzynarodowych są przedmiotem jakiejkolwiek dyskryminacji ze strony niemieckiego Urzędu ds. Dzieci i Młodzieży (Jugendamt)".

Złotowski napisał w tej sprawie komentarz na Twitterze. "PO po raz kolejny staje w obronie niemieckich interesów w PE, tym razem kosztem m.in. polskich rodzin, które padły ofiarą Jugendamtów. Poprawki Julii Pitery szkodzą wysiłkom Ministerstwa Sprawiedliwości w walce z dyskryminacją Polaków w Niemczech" – wskazał.

Reklama

W rozmowie z PAP europoseł PiS powiedział, że już "od jakiegoś czasu mówi się o kłopotach polskich rodziców w Niemczech z Jugendamtami". - Zupełnie nie rozumiem, dlaczego ta rezolucja miałaby być łagodzona i to jeszcze przez polską posłankę. To nie jest tylko polski problem, ale też innych państw. Gdyby takie poprawki złożył niemiecki europoseł, to bym to zrozumiał, ale nie rozumiem, dlaczego polski poseł może mieć taki pomysł – powiedział Złotowski.

Pitera odrzuca jednak oskarżenia, podkreślając, że zależy jej na jak najszerszym oglądzie każdej sprawy trafiającej do komisji petycji, a nie tylko relacji jednej strony zgłaszającej się po pomoc.

- Zawsze uważałam, że jeśli ma się znaleźć realne rozwiązanie, to trzeba znać realny problem. My mamy taki problem z petycjami w sprawie dzieci, że do nas pisze tylko jedna strona sporu, jedno z rodziców, to, które się czuje jakoś poszkodowane. Nie wiemy nawet, czy sąd rozstrzygnął sprawę, bo autorzy petycji nas o tym nie informują. Ja usiłuję dojść do tego, żebyśmy mieli pełną informację, rozpatrując sprawy petycji – powiedziała PAP Pitera.

Oceniła, że gdyby komisja petycji miała opierać się na relacji jednej strony, tej, która czuje się pokrzywdzona, na pewno nie znajdzie się dobrego rozwiązania. - Mnie nie chodzi o robienie demonstracji, tylko o to, żeby bazować na realnej, rzetelnej wiedzy. Pan Kosma Złotowski chce robić sensację, bardziej mu na tym zależy niż na losie dzieci – przekonywała.

To nie pierwsza rezolucja komisji petycji PE w tej sprawie. W 2012 r. przyjęła ona raport po zbadaniu skarg rodziców z różnych państw UE, którzy zarzucali Jugendamtom utrudnianie lub wręcz uniemożliwianie im kontaktów z dzieckiem w przypadkach, gdy sąd orzekł dostęp rodzicielski pod nadzorem.

W Polsce głośne były sprawy rozwiedzionych Polaków mieszkających w Niemczech, którzy skarżyli się, że niemieckie instytucje uniemożliwiały im posługiwanie się językiem polskim w czasie nadzorowanych spotkań z dziećmi. Podobne problemy zgłaszali też rodzice z Francji i Włoch.

Europosłanka Lena Kolarska-Bobińska (PO) mówiła w lipcu 2012 roku, gdy rezolucja została przyjęta, że chociaż raport komisji petycji PE nie ma "mocy sprawczej", to jako oficjalny dokument "będzie ważnym argumentem dla rodziców wobec niemieckich instytucji". - Będzie też mógł się do niego odwoływać sam europarlament, jeśli nadal będą spływać skargi na Jugendamty - zaznaczyła. - Naszym celem było to, żeby ten system nie generował tylu skarg. Dowodzą one, że coś działa nie tak. Tymczasem w Niemczech nie ma instytucji odwoławczej - mówiła.

W raporcie z 2012 r. europosłowie komisji PE zalecili utworzenie "odpowiedniego mechanizmu odwoławczego do rozpatrywania skarg" na Jugendamty, a także m.in. umożliwienie rodzicom częstszych spotkań z dziećmi oraz dopuszczenie wszystkich języków i tłumaczeń ustnych podczas takich wizyt.

Pierwszy krytyczny raport komisji petycji ws. niemieckich Jugendamtów powstał w styczniu 2009 r., gdy kierował nią Marcin Libicki, wówczas europoseł PiS. Raport nie został jednak formalnie przyjęty przez komisję PE. Drugi raport, przyjęty przez tę komisję w 2012 r., powstał po wizycie studyjnej w Berlinie siedmiorga europosłów, w tym Kolarskiej-Bobińskiej. Wizyta odbyła się pod koniec 2011 r.

Przyjęcie raportu poprzedzone było sporem o poprawki, ponieważ - jak mówiła wtedy Kolarska-Bobińska - niemieccy eurodeputowani domagali się maksymalnie ogólnych sformułowań w raporcie, a szczegółowe zalecenia odbierali jako "ingerencję" w suwerenność krajowych instytucji.

Działalność Jugendamtów jest regulowana przez poszczególne landy niemieckie. Niemcy są państwem federalnym, złożonym z 16 krajów związkowych (landów), które mają szerokie kompetencje w zakresie oświaty, nauki i kultury oraz służb policyjnych.