- Jeżeli ta wypowiedź w powiązaniu z innymi wypowiedziami innych osób doprowadzi do zagrożenia mojego bezpieczeństwa i mojej rodziny, to co najmniej w wymiarze moralnym obciążę osoby, które wypowiadają się w sposób tak przykry dla mnie - powiedział Wojciech Kwaśniak, zaznaczają, że jest zszokowany słowami Biereckiego.

Były szef KNF przypomniał historię brutalnego pobicia. - Miałem przekonanie, że doszło do zamachu na moje życie, ale państwo mnie wspiera. Dzisiaj to państwo jest represyjne w stosunku do mnie, a ja pracowałem dla tego państwa i dla społeczeństwa. Wielu milionom ludzi w Polsce na przestrzeni ponad 20 lat ochroniłem bezpieczeństwo ich oszczędności złożonych w bankach - podkreślił.

Odniósł się także do słów prokuratora Krajowego Bogdana Święczkowskiego, który mówił, że KNF działała opieszale, skoro przez ponad rok nie podjęła decyzji ws. SKOK. - To jest wyłącznie osobista opinia pana prokuratora, ja mam opinię inną. Okaże się w postępowaniu karnym, które jest prowadzone, kto ma rację - zauważył Kwaśniak.

Zaznaczył, że mimo że cały zarząd SKOK Wołomin siedział w więzieniu, nie można było wcześniej wprowadzić zarządcy komisarycznego. - Działania nadzoru w oparciu o procedurę administracyjną mają na celu zebrać dowody. To był podmiot, który wykazywał wysokie zyski - stwierdził.

- Jeżeli było przekonanie w organach ścigania prokuratury czy ABW, a przypomnę, że nie tylko KNF składała doniesienie do prokuratury w Warszawie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, ale również inne organy państwa, to na każdym etapie prokuratura mogła zatrzymać te osoby i uniemożliwić działanie grupy przestępczej, co uniemożliwiłoby również przygotowanie zamachu na moją osobę - dodał.

Zdaniem Kwaśniaka, "KNF w tej sprawie jak i w każdej innej działa w oparciu o tę samą procedurę, tzn. Kodeks postępowania administracyjnego i swoim działaniem dąży do tego, aby decyzje były podejmowane odpowiedzialnie, nie były podejmowane wbrew przepisom prawa (...), wszyscy by powiedzieli, że KNF podejmuje nieodpowiedzialne działania, a na końcu za wszystko zapłaciłby Skarb Państwa w formie odszkodowań". - Jestem przekonany, że działaliśmy z pewną determinacją, żeby jak najszybciej zakończyć postępowanie administracyjne - oznajmił.

Pytany przez Beatę Lubecką, kto jest winny tego, że z kasy SKOK zniknęło ponad półtora miliarda złotych, odparł, że "przede wszystkim władze SKOK-u Wołomin". - Bo one są odpowiedzialne w świetle przepisów prawa, do działalności w sposób bezpieczny zgodnie z normami. Po drugie, Kasa Krajowa zarówno przed 2013 r., jak i od rozpoczęcia nadzoru nad systemem SKOK przez KNF, również wykonywała funkcje kontrolne i miała obowiązek współdziałać z KNF - podsumował.

Bierecki o pobiciu Kwaśniaka: Bandyta nie zawsze bije tego dobrego

- Zarzuty dla byłych szefów Komisji Nadzoru Finansowego są z całą pewnością słuszne - powiedział w środę senator PiS Grzegorz Bierecki. Odnosząc się do pobicia b. wiceprzewodniczącego KNF Wojciecha Kwaśniaka powiedział m.in., że "to nie jest tak, że bandyta zawsze bije tego dobrego".

6 grudnia rano CBA zatrzymało b. przewodniczącego KNF Andrzeja Jakubiaka i sześcioro innych byłych urzędników KNF. Wśród zatrzymanych był też b. zastępca przewodniczącego KNF Wojciech Kwaśniak. Po doprowadzeniu do Prokuratury Regionalnej w Szczecinie usłyszeli oni zarzuty działania na szkodę interesu publicznego w okresie od 22 października 2013 r. do 15 września 2014 r. poprzez dopuszczenie do powstania szkody w kwocie ponad 1,5 mld zł oraz na szkodę interesu prywatnego w kwocie ponad 58 mln zł.

Senator Bierecki, który przed laty kierował Kasą Krajową, sprawującą nadzór na SKOK-ami, w tym również SKOK Wołomin, gdzie szkody z tytułu niespłaconych pożyczek i kredytów wyniosły - według prokuratury - ok. 3 mld zł, wieloletni członek zarządu SKOK - był pytany w środę, czy zarzuty dla byłego szefostwa KNF są słuszne.

- Z całą pewnością zarzuty są słuszne. Panowie w przypadkach innych kas (niż SKOK Wołomin - PAP) potrafili wprowadzić zarząd komisaryczny w ciągu dwóch albo czterech miesięcy. Tutaj trwało to ok. półtora roku. Wprowadzili zarząd komisaryczny, kiedy wszyscy zostali już wyprowadzeni w kajdankach - zaznaczył Bierecki.

Dodał też, że Wojciech Kwaśniak ma postawione zarzuty w oparciu o bardzo wnikliwe badanie, a postepowanie prokuratorskie w tej sprawie trwało długo.

W 2014 r. doszło do brutalnego pobicia Wojciecha Kwaśniaka. Był on wtedy wiceszefem KNF i m.in. nadzorował kontrolę w SKOK Wołomin. Radio RMF FM informowało, że "został brutalnie pobity przed swoim domem w warszawskim Wilanowie przez bandytę, który wcześniej w więzieniu spędził 25 lat". Proces karny podejrzanych o pobicie trwa.

Bierecki pytany o to pobicie przyznał, że nie wie jakie były jego przyczyny. - Na pewno było to związane z działalnością nadzorczą, ale czy chodziło o zablokowanie skutecznej działalności, czy o inne okoliczności to już prokuratura jest w stanie wyjaśnić, i osoby, które zlecały i wykonały to pobicie, są w rękach wymiaru sprawiedliwości - zaznaczył.

Oświadczył też, że "to nie jest tak, że bandyta zawsze bije tego dobrego".

Senator PiS przekazał też, że nie otrzymał zawiadomienia z prokuratury do złożenia wyjaśnień w sprawie KNF. Jak otrzymam zawiadomienie, to na pewno się stawię i podzielę się wiedzą" - zapewnił.

Suski: Nie przyzwalamy na bandyckie napady na kogokolwiek

Suski, pytany czy taka wypowiedź "nie brzmi jak przyzwalanie na bandyckie napady", zapewnił: "my absolutnie nie przyzwalamy na żadne bandyckie napady na kogokolwiek".

Szef gabinetu Mateusza Morawieckiego nie chciał oceniać sobotnich słów ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. Szef MS powiedział na antenie TVP Info - odnosząc się do uwagi prowadzącego, że Kwaśniak "został przez bandytów zaatakowany" - że "być może był zaatakowany właśnie dlatego, że Komisja Nadzoru Finansowego przez długi czas rozzuchwalała przestępców, pozwalając im w sposób bezkarny wyprowadzać miliardy złotych, kosztem 85 tys. ludzi, którzy złożyli tam swoje oszczędności, często oszczędności życia".

- Trudno jest mi odpowiadać za ministra sprawiedliwości. Myślę, że pan minister sam najlepiej to potrafi wyjaśnić - powiedział Suski. Dopytywany, czy Ziobro powinien przeprosić za swe słowa, polityk odparł: "naprawdę nie słyszałem tej wypowiedzi, nie wiem jaką wiedzę posiada pan minister, na jakiej oparł tą wypowiedź. Proszę więc mnie nie pytać o to, co powinien zrobić pan minister" - dodał Suski.

Oprócz Jakubiaka i Kwaśniaka, prokuratura postawiła zarzuty pięciu innym urzędnikom KNF: Dariuszowi Twardowskiemu (były dyrektor Departamentu Bankowości Spółdzielczej i Spółdzielczych Kas Oszczędnościowo-Kredytowych UKNF), Zbigniewowi L. (były zastępca dyrektora), Halinie M. (była zastępca dyrektora), Adamowi O. (były naczelnik) i Dorotcie Ch. (były naczelnik).

Według Prokuratury Krajowej zarzucane im przestępstwo, "polegało na tym, że urzędnicy nie zakończyli prowadzonego postępowania administracyjnego sporządzeniem projektu decyzji administracyjnej o ustanowienie zarządcy komisarycznego w SKOK w Wołominie do dnia 22 października 2013 roku. Tym samym nie przedłożyli takiego projektu wraz z wnioskiem o ustanowienie zarządcy na posiedzeniu Komisji Nadzoru Finansowego".

Prokurator zdecydował w zeszły piątek o zastosowaniu wobec wszystkich podejrzanych środków o charakterze wolnościowym w postaci zakazu kontaktowania się z innymi podejrzanymi, poręczeń majątkowych i dozorów policyjnych.