Jak podał w poniedziałek "Dziennik Gazeta Prawna", w książce "Polska może być lepsza. Kulisy polskiej dyplomacji" autorstwa Radosława Sikorskiego, opublikowanej jesienią ub.r. przez Społeczny Instytut Wydawniczy Znak (Znak Horyzont), b. szef dyplomacji "podzielił się ze światem wiedzą na wrażliwe dla państwa tematy", określając m.in. lokalizację centrum przesłuchań CIA na terenie Polski.

Odnosząc się do sprawy w rozmowie na antenie telewizji wPolsce prezydencki minister stwierdził, że Sikorski "znany jest z tego, że lubi dzielić się wiedzą, która nie powinna trafiać do przestrzeni publicznej". - Myślę, że pan minister jednak trochę zagalopował się w tym, co mówi, a to jest jednak niepoważne, bo my jako państwo powinniśmy naprawdę serio traktować wiedzę, która nie powinna trafiać do przestrzeni medialnej - ocenił.

CZYTAJ WIĘCEJ: O polityku, który albo jest mitomanem, albo zdradza sekrety państwa. Długi język ministra Sikorskiego>>>

Tajemnice państwowe to są tajemnice państwowe; dopóki odpowiednie klauzule nie zostaną z tych tajemnic zdjęte, nie powinniśmy o tym mówić i myślę, że pan minister Sikorski powinien sobie z tego zdawać sprawę (...). Jako dyplomata, jako minister - i to wieloletni minister - ma z całą pewnością wiedzę o tym, kiedy można mówić o tym, co miało miejsce, o jakich tajemnicach można mówić w przestrzeni już takiej publicznej - dodał Spychalski.

"DGP" przytoczył m.in. słowa Sikorskiego o neofickiej nadgorliwości, jaką - według niego - wykazano się, gdy "udostępniono Centralnej Agencji Wywiadowczej ośrodek w Starych Kiejkutach".

W publikacji - jak wskazał "DGP" - b. szef dyplomacji podaje też dane precyzujące, gdzie konkretnie przesłuchiwano obcokrajowców: "Może jedyną korzyścią z wasalnego epizodu centrum przesłuchań w Kiejkutach jest to, że willę, w której Amerykanie trzymali terrorystów, później dla niepoznaki wyremontowano, dzięki czemu miałem godziwe warunki noclegowe podczas dorocznych spotkań z młodym narybkiem naszych szpiegów".