Minister sprawiedliwości dopytywany był w piątek w Tarnowie (Małopolskie) przez dziennikarzy o doniesienia Onetu nt. zeznań boksera Dawida Kosteckiego w sprawie tzw. afery podkarpackiej.

Reklama

W środę portal Onet napisał, że Dawid Kostecki "wprost sugerował, że w agencjach towarzyskich mogli być nagrywani politycy". Onet przywołał jednocześnie oświadczenie Prokuratury Krajowej z sierpnia, w którym poinformowano, że Kostecki "nigdy nie wskazał, aby znani politycy i urzędnicy państwowi korzystali z usług podkarpackich agencji towarzyskich". Według portalu "z lektury jego zeznań wynika coś przeciwnego".

Odnosząc się do informacji Onetu szef resortu podkreślił, że "pan Kostecki w swoich zeznaniach mówił, że słyszał – w sensie plotki – że takie fakty miały miejsce, natomiast nie wskazywał żadnych okoliczności, które miały potwierdzić te informacje; i te zasłyszane informacje były weryfikowane i nie zostały innymi dowodami potwierdzone".

Ziobro zaznaczył też, że osoby wskazane w wyjaśnieniach, które miały tworzyć układ rzeszowski, poza Zbigniewem Ćwiąkalskim, zostały zdymisjonowane po przejęciu władzy przez Prawo i Sprawiedliwość, usłyszały zarzuty, zostały tymczasowo aresztowane; dla niektórych zapadły już wyroki karne pozbawienia wolności.

Min. sprawiedliwości i prokurator generalny powiedział, że "zniechęcałby polityków Platformy Obywatelskiej, by grać sprawą samobójstwa człowieka (Dawida Kosteckiego - PAP), który był na pewno zdolnym bokserem, ale był też gangsterem; wielokrotnie trafiał do zakładów karnych za ciężkie przestępstwa kryminalne". Dodał też, że jeżeli z wyjaśnień Kosteckiego wyłania się jakiś układ, to jest to układ nazwisk związanych ściśle z rządami Platformy Obywatelskiej. Według ministra rodzi się pytanie, co PO robiła w 2012, 2013, 2014, 2015 r., by wyjaśnić tę sprawę?

Według Onetu, Kostecki zeznał m.in., że "z usług podkarpackich prostytutek korzystały osoby z różnych środowisk". "Według niego haki zbierane były "nie tylko na przestępców, ale także na osoby wywodzące się z kręgów polityki, biznesu, władzy lokalnej". Hakami miały być nagrania z agencji towarzyskich" - podał portal.

Reklama

Doniesienia Onetu zdementowała w czwartek Prokuratura Krajowa. "Po raz kolejny prokuratura informuje, iż nie zabezpieczono żadnych nagrań, o których rzekomym istnieniu informują media" - napisano w oświadczeniu PK przesłanym PAP. Podkreślono przy tym, że prokuratorzy nie dysponują żadnym dowodem, że w ogóle takie nagrania powstały.

"W toku postępowań nie odnaleziono urządzeń nagrywających, zeznający w tej sprawie świadkowie nie przedstawili żadnych wiarygodnych informacji na ten temat" - wyjaśniono. Jak zaznaczono, dotyczy to również zeznań Dawida Kosteckiego. "Cytowane przez Onet zeznania świadka są wyrwane z kontekstu. Dalsza część jego wypowiedzi jednoznacznie wskazuje, że nie miał on żadnej wiedzy na temat ewentualnych nagrań, a przytaczał jedynie krążące w jego środowisku plotki" - wskazano.

Prokuratura Krajowa podała też, że jedyny polityk wymieniony z imienia i nazwiska przez Kosteckiego to Zbigniew Ćwiąkalski - minister sprawiedliwości w latach 2007-2009, ale nie w kontekście nielegalnych nagrań w agencjach towarzyskich.

Prokuratura informacje Onetu w tej samej sprawie dementowała już w sierpniu. Onet pisał wówczas, że "zmarły bokser jako pierwszy publicznie podzielił się swoją wiedzą na temat powiązań funkcjonariuszy CBŚP z właścicielami podkarpackich agencji towarzyskich, w których mieli bywać znani politycy i urzędnicy państwowi". PK oświadczyła, że te doniesienia są niezgodne z prawdą.

Dawid Kostecki zmarł 2 sierpnia nad ranem w celi Aresztu Śledczego Warszawa-Białołęka. Były pięściarz miał się powiesić w łóżku na pętli z prześcieradła. Jego ciało znaleziono przykryte kocem. Na początku sierpnia posłowie PO-KO poinformowali na konferencji prasowej, że skierowali do ministra sprawiedliwości, prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry pytania o okoliczności śmierci Dawida Kosteckiego. Ich zdaniem istnieją poważne przesłanki, że doszło do zabójstwa świadka w sprawie afery obyczajowej na Podkarpaciu.

W marcu Radio ZET podało, że do prokuratora generalnego, ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry i premiera Mateusza Morawieckiego wpłynęło zawiadomienie dotyczące przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków przez szefa CBA Ernesta Bejdę. Według Radia Zet, złożył je prawnik byłego agenta CBA, który twierdzi, że w Biurze zatuszowano skandal obyczajowy z udziałem ważnego polityka PiS z Podkarpacia.

Media podawały, że w prowadzonych na Podkarpaciu przez Aleksieja i Jewgenija R. agencjach towarzyskich dokonano nagrań korzystających z prostytutek polityków. Według b. agenta CBA Wojciecha J., takich sekstaśm z VIP-ami zdeponowanych na Ukrainie może być ok. 4 tys. godzin. W maju Ziobro oświadczył, że nie ma takich nagrań i nigdy nie było, a informacje powtarzane w mediach, że te nagrania są, to "kompletne kłamstwo".