Dziennik Gazeta Prawana logo

Migalski: Opozycyjny PiS będzie wywoływał konflikty

5 listopada 2007, 05:54
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Atak na uciekinierów, takich jak Sikorski, jest częścią planu zniechęcania wszystkich potencjalnych rebeliantów w obozie PiS. W taki sposób prezes Kaczyński stara się zapewnić i wymusić jedność swojej partii - pisze w "Fakcie" politolog Marek Migalski.

W historii polskiego parlamentaryzmu po 1989 r., PiS będzie największą i zarazem najbogatszą partią opozycyjną. Nigdy dotąd żaden klub opozycyjny nie miał aż 166 posłów i dysponował takimi funduszami otrzymywanymi w postaci cokwartalnych dotacji z budżetu państwa dla finansowania swojej działaności. PiS głęboko zakorzenił się na polskiej scenie politycznej. To oznacza, że zapewne uczyni swoją opozycyjność maksymalnie widoczną.

Wyborcy PiS muszą zobaczyć, że 166 posłów oraz ogromne dotacje budżetowe dobrze pracują. PiS nie może sobie pozwolić na spokojną i merytoryczną opozycję w stylu Waldemara Pawlaka w poprzedniej kadencji. Musi być widoczny, a w mediach najlepiej sprzedaje się ostry konflikt. Partia Jarosława Kaczyńskiego będzie więc wywoływać konflikty, co przyjmuję z radością, bo konflikt jest istotą polityki.

Dwuletni epizod rządzenia uczynił z wieluset działaczy PiS ludzi nie tylko kompetentnych do rządzenia, a nawet bardziej do oceniania władzy. Gabinet cieni powołany przez PiS, może być bardziej kompetentny, niż ten powołany kiedyś przez PO - ministrami będą bowiem ludzie, którzy pełnili już funkcje ministerialne.
PiS będzie mógł ponadto liczyć na wsparcie prezydenta. Lech Kaczyński nigdy nie ukrywał, że ma swoje poglądy i zdobył władzę pod PiS-owskimi hasłami, przeciwko kandydatom PO, czy SLD. To zrozumiałe, bo jeżeli wybieramy prezydenta w wyborach powszechnych, to musi on realizować program swojej partii, czy swojego środowiska, będąc jednocześnie przeciw innym środowiskom i innym programom. Banalny pomysł prezydentury ponad podziałami nie sprawdza się w polskich warunkach.

Zresztą także w innych krajach, takich jak Francja czy USA, nikt tego od głowy państwa nie oczekuje. Możemy się więc spodziewać, że prezydent będzie pomagał PiS-owi w odzyskaniu kondycji i przeszkadzał PO w tych działaniach, które uznaje za szkodliwe dla Polski. Nie sądzę, by ten model opozycyjności był fundamentalny i bezmyślny. To ludzie z instynktem państwowym - będą prowadzić wojny z rządem, ale nie dla samych sporów, chociaż oczywiście te są najlepiej zauważalne przez media. Krytyka może sprawić, że poprawi się praca gabinetu, a także przyczynić się do wzrostu standardów demokratycznych w Polsce.

Oczywiście, PiS będzie dążył do odzyskania władzy. By nie utracić poparcia, a także je zwiększyć, musi oprócz utrzymywania żelaznego elektoratu, realizować dwa sprzeczne cele. Po pierwsze PiS będzie musiał "przyduszać przystawki" - by zachować ich elektorat i nie pozwolić na powrót do populistów. Dlatego partia Jarosława Kaczyńskiego musi być głośna. W ten sposób będzie przebijać działania pozaparlamentarnej opozycji, która z pewnością nieraz zorganizuje spektakularne akcje protestu. Drugi cel to odwoływanie się, po jakimś czasie, do rozczarowanych wyborców PO, bo taka grupa z pewnością się pojawi. PiS musi także otworzyć się na te bardziej liberalne i centrowe grupy elektoratu, żeby nie uciekły np. do LiD-u lub nie zostały w domu przy następnych wyborach.

Bycie w opozycji oznacza, że trzeba reagować i komentować personalne propozycje w przyszłym rządzie PO-PSL. Gwałtowne reakcje, np. ostatni bardzo ostry atak na Radka Sikorskiego można tłumaczyć kwestiami psychologicznymi. Politycy PiS czują żal i zawód do tych, którzy przyczynili się do ich klęski. Taką traumę pourazową odczuwał być może także Donald Tusk po podwójnej przegranej.

Istnieje też inna interpretacja. Atak na uciekinierów jest częścią planu zniechęcania wszystkich potencjalnych rebeliantów w obozie PiS. Ma to pokazać, że wszyscy niepewni spotkają się z brutalnym atakiem. W taki sposób prezes Jarosław Kaczyński stara się zapewnić i wymusić jedność swojej partii. To istotne wobec pogłosek na temat odejścia kilkunastu posłów z PiS do Platformy.

W PiS znajduje się potencjalne środowisko rozłamowców w postaci posłów należących kiedyś do Przymierza Prawicy. Taki scenariusz byłby bardzo korzystny dla PO, zły dla PiS i tragiczny dla PSL, które traci swoje atuty w koalicji, będąc na razie jej niezastąpialnym elementem. Brutalne ataki na dzisiejszych uciekinierów do PO mają zdyskredytować zawczasu tych, którym marzy się ucieczka.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj