"Gazeta Wyborcza" ujawniła w czwartek listę sędziów, którzy poparli kandydaturę Teresy Kurcyusz-Furmanik do Krajowej Rady Sądownictwa. Według dziennika, w wykazie przeważają nazwiska osób, które awansowały dzięki "dobrej zmianie".

Reklama

Kaleta ocenił w czwartek, w Polskim Radiu 24, że publikacja "GW" de facto dowodzi, że wszystko odbyło się w zgodzie z prawem. Przypominam, że sędzia Kurcyusz-Furmanik cieszyła się poza podpisami sędziowskimi podpisami obywatelskimi. Zatem można wręcz stwierdzić, że akurat w przypadku tej sędzi ona ma największy mandat demokratyczny, bo oprócz sędziów poprali ją obywatele - powiedział wiceminister sprawiedliwości.

Według niego, w historii KRS żaden wcześniejszy członek tej Rady nie mógł cieszyć się tak dużą legitymacją demokratyczną.

Kaleta był pytany, czy nie byłoby zasadne ujawnienie wszystkich list poparcia dla sędziów-kandydatów do KRS. Wiceminister sprawiedliwości odparł, że nieprzypadkowo w ustawie o KRS zastrzeżono, że informacja o podpisach na listach nie jest publiczna. Na uwagę, że sądy administracyjne stwierdziły, że jednak złożone podpisy są informacją publiczną, Kaleta odpowiedział, że to jest dowód na to, że Sejm może uchwalać prawo, a sądy "sobie stworzą swoje prawo".

Kaleta przypomniał, że Centrum Informacyjne Sejmu przekazało we wtorek, że kandydatów do KRS poparło łącznie 364 sędziów. A to - stwierdził - wskazuje, że członkowie KRS cieszą się wystarczającym poparciem środowiska.

GW" w czwartek napisała w czwartek, że Teresa Kurcyusz-Furmanik, to "sędzia z Gliwic, która startowała do KRS z poparciem społecznym".

Podpisy dla niej zbierały Kluby "Gazety Polskiej", miała ich w sumie 2130. Ale w Kancelarii Sejmu złożono także wykaz 32 sędziów, którzy poparli Kurcyusz-Furmanik (wymaganych było 25). Według naszego informatora zbierano je wśród tych, którzy awansowali za rządów PiS lub dostali obietnicę takiego awansu - pisze "GW".

Informator gazety twierdzi, że podobne nazwiska są na liście poparcia Leszka Mazura, obecnego przewodniczącego KRS.