Dziennik Gazeta Prawana logo

Policja kryje się przed CBA

1 stycznia 2008, 23:33
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
12.12.2007 Warszawa Centralne Biuro Antykorupcyjne konferencja prasowa Mariusza Kaminskiego podczas ktorej powiedzial ze nie zamierza poddac sie do dymisji za to zlozyl prywatny akt oskarzenia ze pomowienie przez Julie Pitere

Nz Mariusz Kaminski

fot. Michal Rozbicki
12.12.2007 Warszawa Centralne Biuro Antykorupcyjne konferencja prasowa Mariusza Kaminskiego podczas ktorej powiedzial ze nie zamierza poddac sie do dymisji za to zlozyl prywatny akt oskarzenia ze pomowienie przez Julie Pitere Nz Mariusz Kaminski fot. Michal Rozbicki/Inne
Policja w konflikcie z Centralnym Biurem Antykorupcyjnym. Chodzi o dostęp do baz danych z informacjami od tajnych współpracowników policji - dowiedział się DZIENNIK. "CBA chciałoby dostawać te informacje z pominięciem przewidzianej procedury. Nie możemy ryzykować życia naszych źródeł" - tłumaczy się Komenda Główna Policji.

Źródłem konfliktu jest najcenniejsza baza danych polskiej policji, tzw. system meldunku informacyjnego. Do SMI trafiają informacje zdobywane od policyjnych współpracowników ulokowanych w świecie przestępczym.

Na mocy umowy szefa CBA Mariusza Kamińskiego z komendantem głównym policji obydwie służby mają ze sobą współpracować. Żeby jednak agenci CBA mogli skorzystać z bazy danych, musi się na to zgodzić szef policji lub osoba przez niego upoważniona.

"Mamy sygnały, że agenci CBA łamią umowę i chcą zdobywać te informacje na siłę od naczelników wydziałów lub nawet komendantów wojewódzkich" - mówi jeden z rozmówców DZIENNIKA z policji. Według naszych informacji takie sytuacje miały miejsce w Katowicach i Gdańsku.

"Po kilku incydentach doszło do spotkania między szefem śląskiego CBA Tomaszem Milewskim i komendantem wojewódzkim policji Zbigniewem Stawarzem. Ten ostatni ostrzegł, że jeśli sytuacja się powtórzy, poinformuje prokuraturę" - wyjaśnił rozmówca DZIENNIKA.

Wcześniej agenci śląskiego CBA mieli żądać właśnie od policjantów dostępu do SMI. Nie chcieli jednak, aby pozostawały po ich zainteresowaniu ślady.

"Każde wejście do systemu jest rejestrowane. Gdyby przydarzyło się cokolwiek złego naszemu współpracownikowi, natychmiast sprawdzamy, kto się nim interesował. Tu naprawdę nie ma miejsca na żarty" - wyjaśnia oficer biura wywiadu kryminalnego. Podobna sytuacja miała miejsce w Gdańsku. Tam agenci CBA również usłyszeli od policjantów, że nie dostaną interesujących ich informacji.

Agenci CBA bronią swoich metod, twierdząc, że obawiają się dekonspiracji. "Nie chcemy, aby ktokolwiek wiedział, kim się zajmujemy. Musimy tego unikać, bo zbyt często dochodzi do patologii" - wyjaśnia agent CBA.

Jako przykład podaje sprawę byłego ministra sportu w rządzie Jarosława Kaczyńskiego Tomasza Lipca. Od dawna współpracował z ABW, rozpracowując rzekomo korupcję w polskim sporcie. Ze śledztwa CBA wynika, że jednocześnie sam brał łapówki.

"Swoją współpracę traktował jako parasol ochronny. Gdybyśmy oficjalnie o niego zapytali w bazach danych, natychmiast ABW dowiedziałoby się, co robimy, i mogłoby utrudniać śledztwo" - tłumaczy DZIENNIKOWI agent CBA.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj