Z jednej strony partia Jarosława Kaczyńskiego ma stabilne notowania w sondażach i bezpieczny dystans dzielący ją od Koalicji Obywatelskiej. Z drugiej – Platforma jest zajęta wychodzeniem z wizerunkowego kryzysu i targana wewnętrznymi konfliktami.

Reklama

Wszystko zależy od tego, czy lider PiS dogada się ze Zbigniewem Ziobrą, który przed rychłą rekonstrukcją rządu otwiera coraz więcej frontów, drażniąc większego koalicjanta.

Jak doprowadzić do wcześniejszych wyborów? PiS mógłby wykorzystać nieuchwalenie przyszłorocznego budżetu. Zgodnie z konstytucją, jeżeli w ciągu czterech miesięcy od przekazania Sejmowi projektu parlament nie wyśle ustawy do prezydenta,ten może zarządzić skrócenie kadencji Sejmu.

Wcześniejsze wybory wciąż niewykluczone

Z najnowszego sondażu United Surveys (US) dla DGP i RMF FM wynika, że PiS może liczyć na ponad 41-proc. poparcie. To o prawie 4 pkt proc. więcej niż w badaniu przeprowadzonym 18 lipca. Z kolei Koalicję Obywatelską (KO) popiera 22,5 proc. badanych, co oznacza spadek o 6,6 pkt. proc. w analogicznym okresie. Niewykluczone, że to efekt ostatniej wpadki opozycji z głosowaniem ramię w ramię z PiS za projektem wysokich podwyżek dla najważniejszych osób w państwie. Ale Marcin Duma z US zwraca uwagę, że ciężko porównać oba sondaże, bo w poprzednim nie uwzględniliśmy ruchów Hołowni i Trzaskowskiego. – A oba ruchy obierają ugrupowania opozycyjne z części ich wyborców – zaznacza.

Przy tak stabilnych notowaniach dla obozu rządzącego cały czas należy się liczyć ze scenariuszem przyspieszonych wyborów. Ale nie dlatego, że prezes PiS Jarosław Kaczyński przypuści podobną szarżę jak w 2007 r. i powie „sprawdzam”, licząc na samodzielną większość. Zdaniem naszych rozmówców z obozu władzy powodem takiego ruchu mogą być coraz bardziej napięte relacje wewnątrz Zjednoczonej Prawicy, a konkretnie na linii PiSSolidarna Polska Zbigniewa Ziobry.

W ostatnim czasie widać wzmożoną aktywność polityków tej formacji, co działa PiS na nerwy. To ziobryści kontestowali ustalenia ostatniego unijnego szczytu, na którym premier Morawiecki miał zapewnić, że mechanizm powiązania wypłaty eurofunduszy z praworządnością nie zostanie wprowadzony. Ziobryści krytykują też rząd za bierność na niektórych polach, dlatego biorą sprawy w swoje ręce i wchodzą w kompetencje kolegów z rządu. I tak np. przygotowali dla ministra klimatu Michała Kurtyki projekt ustawy o reformie europejskiego systemu handlu emisjami, a dla ministra kultury i wicepremiera Piotra Glińskiego – projekt ustawy o jawności finansowania organizacji pozarządowych. Zbigniew Ziobro jest też wyjątkowo aktywny w sporze ze środowiskami LGBT (dotacje dla gminy Tuchów, której UE wstrzymała grant za uchwałę dotyczącą mniejszości seksualnych czy ostra krytyka ministra edukacji za zdymisjonowanie łódzkiego kuratora oświaty, który zasłynął wypowiedziami o LGBT). A to temat, w którym Mateusz Morawiecki nie czuje się zbyt pewnie. Wszystko to dzieje się tuż przed jesienną rekonstrukcją rządu, w ramach której liczba resortów może się skurczyć o połowę. A to oznacza potencjalne straty dla koalicjantów PiS i ostrą licytację.

Po rekonstrukcji ma nastąpić ofensywa programowa, musimy zaznaczać swoją podmiotowość, by być jej aktywnym uczestnikiem, a nie tylko widzem – tłumaczy ostatnie wzmożenie ziobrystów polityk Solidarnej Polski. Jak wskazuje, dziś są dwa punkty zapalne w Zjednoczonej Prawicy. Pierwszy to spór na linii Ziobro – Morawiecki o tym, jaka ma być prawica. – O ile kiedyś to było niedookreślone, to dziś pola sporu zostały publicznie nakreślone. To kwestia wartości, wojny kulturowej i tu Zbigniew Ziobro jest bardzo aktywny – przekonuje. Drugi element dotyczy „jakości i modelu rządzenia” oraz priorytetów takich jak polityka klimatyczna i sprawy gospodarcze. – Od pół roku zajmujemy się rekonstrukcją, w związku z czym wszystko stoi, nie ma jak ruszyć z ofensywą. Dlatego punktujemy bierność niektórych ludzi premiera Morawieckiego. Uczciwie mówiąc, na miejscu premiera i PiS też by mnie to denerwowało – przyznaje nasz rozmówca.

To początek wojny, która musi się jakoś rozstrzygnąć – ocenia inny ważny polityk obozu rządzącego. – Nie wykluczyłbym szybszych wyborów, choć na dziś to nie jest scenariusz wielce prawdopodobny. Kaczyński najpierw spróbuje się dogadać z Ziobrą, a jeśli to się nie uda, zacznie budować większość bez niego. Nie wiadomo, czy cała dziewiętnastka „SolPolowców” będzie chciała zaryzykować pójście poza politykę – wskazuje. I zwraca uwagę na rolę, jaką w ewentualnym konflikcie PiS – Solidarna Polska odegrać może prezes TVP i człowiek Zbigniewa Ziobry Jacek Kurski. – Sytuacja jest prosta: albo będzie zaciekle zwalczał Ziobrę, albo wyleci z TVP. To był warunek, jaki postawił Jarosław Kaczyński przy przywróceniu Kurskiego na fotel prezesa telewizji. Nie jest to zatem najpewniejsza posada. Widać też, że Solidarna Polska w dużej mierze zniknęła, jeśli chodzi o występy w telewizji publicznej – opisuje nasz rozmówca. O tym, że politycy SP nie pojawiają się w TVP Info, pisał już Onet.

Inny ważny polityk, związany z PiS, sugeruje już nawet ścieżkę doprowadzenia do wcześniejszych wyborów. – Wystarczy, że nie uchwalimy przyszłorocznego budżetu – wskazuje. Rząd musi wysłać projekt ustawy budżetowej do Sejmu do 30 września. Jeżeli parlament w ciągu czterech miesięcy od dnia wpłynięcia projektu nie wyśle jej do podpisu prezydenta, głowa państwa może w ciągu 14 dni zarządzić skrócenie kadencji Sejmu.

Do wyborów w takiej sytuacji mogłoby dojść wiosną. To sporo czasu i pytanie, co się do tej pory wydarzy – wskazuje Marcin Duma z US. – Mamy tworzące się ruchy Hołowni i Trzaskowskiego, pytanie, czy i jakie zmiany zajdą w KO, Lewicy czy PSL. Aktualna pozycja PSL – czyli ryzyko niemożności „wykarmienia” swoich struktur – może motywować PiS do myślenia o wcześniejszych wyborach i zbudowaniu nowej koalicji. Jeśli PiS ma się stać niepodzielną partią chadecji ludowej, musi połknąć PSL. A ludowcy mają za sobą historię, etos sięgający daleko w przeszłość – dodaje.

Niektórzy ziobryści biorą pod uwagę scenariusz wcześniejszych wyborów. – Oczywiście takie ryzyko istnieje, ale my stawiamy sprawę jasno – trzeba dbać o wartości i realizację programu. Każdy, kto obserwuje polską politykę, wie, że nasze ugrupowanie podejmie każdą rękawicę – mówi polityk Solidarnej Polski. Ale jego partyjny kolega już powątpiewa. Jego zdaniem to tylko straszak ze strony PiS. – A co jeśli opozycja teraz wystartuje z jedną listą? Inny scenariusz to utrata samodzielnej większości i konieczność szukania większości z Konfederacją czy PSL. Po co podejmować takie ryzyko? – zastanawia się.

Z tą diagnozą zgadza się prof. Antoni Dudek, politolog z UKSW. – Scenariusz z przyspieszonymi wyborami tylko dlatego, że Jarosław Kaczyński nie potrafi się dogadać ze Zbigniewem Ziobrą, wydaje mi się mało prawdopodobny. To pohukiwanie związane z szykowaną rekonstrukcją. Stawka jest zbyt wysoka, by rozpisywać nowe elekcje. W końcu Trzaskowski był o krok od wygranej.

Reklama