ANNA WOJCIECHOWSKA: Efekt waszej przeprawy z mediami jest taki, że wygląda na to, iż opozycja się porozumiała. Prezydent przy wsparciu PiS i SLD może skutecznie blokować wasze projekty. Jak zamierzacie w takiej sytuacji rządzić?
GRZEGORZ SCHETYNA*: Na pewno nie będzie tak, że będziemy ograniczać naszą działalność tylko dlatego, że SLD zawarł układ z braćmi Kaczyńskimi. Będziemy robić swoje i zgłaszać kolejne projekty ustaw.

Czyli chcecie trwać, odnosząc spektakularne porażki?
Sojusz prezydenta z SLD utrudnia nam sytuację. Będziemy zmuszeni do szukania innych poza ustawami dróg wprowadzania zmian. Ale w dłuższej perspektywie to SLD tak naprawdę strzela sobie w kolano. Za każdym razem, kiedy wesprą weto prezydenta, będzie widać, że są w układzie z PiS. A takiej koalicji elektorat lewicy nigdy nie zaakceptuje.

W dłuższej perspektywie to was przede wszystkim będą rozliczać ludzie.
Właśnie dlatego, bez względu na trudności, będziemy konsekwentnie zgłaszać wszystkie swoje projekty i przeprowadzać je przez całą ścieżkę legislacyjną aż do weta. Będziemy jednocześnie tłumaczyć Polakom, kto blokuje te projekty. Mam nadzieję, że SLD się opamięta i nie będzie wspólnie z PiS blokować rozwiązań, na które czekają Polacy.

Zatem zamierzacie pozostawić po swoich rządach jedynie kilkanaście szlachetnie przegranych ustaw?
Nie! Zostawimy też kilka bardzo konkretnych rzeczy. Drogi, poprawa infrastruktury, reforma służby zdrowia, boiska i stadiony - to wszystko da się zrobić bez handlu politycznego o odrzucenie weta prezydenta. Jeżeli nie będziemy mogli odrzucić weta, to zaczniemy wprowadzać zmiany za pomocą rozporządzeń, oczywiście w zgodzie z prawem. To jest kwestia naszej odpowiedzialności za państwo i obywateli. Uważam, że w SLD w pewnym momencie przyjdzie refleksja, że wspólna droga pod ramię z PiS wiedzie ich prosto donikąd, że SLD może skończyć poza parlamentem po następnych wyborach.

A może lepiej po prostu próbować dogadywać się z opozycją, zamiast forsować projekty z przekonaniem o własnej nieomylności?
Na poziomie komisji, podkomisji jesteśmy absolutnie otwarci na rozmowy. Napieralski musi zrozumieć, że polityka to nie handel. Zresztą zakładam, że w SLD jest wielu normalnych posłów. Napieralski, fundując im koalicję z PiS, szykuje rozłam we własnej partii.

A próbowaliście choćby na poziomie parlamentu kontaktów z PiS, tak by cokolwiek uzgodnić?
Kontakt z PiS jest bardzo trudny. Panuje atmosfera czysto wojenna. PiS jest opozycją totalną. Takiego Sejmu, takiej agresji i nienawiści jeszcze nie było. W tym Sejmie, niestety, rządzi czysta polityka i niemożliwa jest zgoda z opozycją w jakiejkolwiek kwestii. Po raz pierwszy nie ma mowy nawet o zgodzie w strategicznych kwestiach bezpieczeństwa czy w polityce zagranicznej.

Dlaczego więc w imię wyższych racji nie zaprosić publicznie Jarosława Kaczyńskiego i podjąć próbę obniżenia temperatury sporu choć trochę?
Premier jest człowiekiem porozumienia i dialogu. Donald Tusk rozmawiał na ten temat z prezydentem i nic to nie dało. PiS jest na wojnie i robi wszystko, żeby podgrzewać atmosferę. Andrzej Czuma, wieloletni opozycjonista i więzień polityczny PRL, słyszy od PiS pod swoim adresem: precz z komuną.

Reklama

Z drugiej strony najbliższa współpracowniczka Lecha Kaczyńskiego słyszy od szefa MSZ, że prezydent jest chamem.
Jest akcja i jest reakcja. I rzeczywiście idzie to w złą stronę.

Ale jak to przerwać?
Musi być arbiter. Normalnie powinien nim być prezydent. Problem w tym, że ta wojna i emocje są podgrzewane przez prezydenta, który jest również stroną sporu. Trudno mi sobie wyobrazić, że wydarzy się coś, co spowoduje powrót do normalności w parlamencie. Ta sytuacja wynika po prostu z charakteru liderów PiS.

Może więc warto myśleć o przyspieszonych wyborach?
Wykluczam w tej chwili taki scenariusz. Wybory są zawsze ostatecznością. Ktoś, kto je robi po to, by wygrać wszystko, często przegrywa. Aby naprawdę zmienić polską politykę, potrzebna jest ordynacja większościowa i jednomandatowe okręgi wyborcze. Ale taka zmiana wymaga odwagi polityków i jak na razie nie mamy dla tego projektu partnerów w tym Sejmie. Jeżeli nie będzie jakościowej zmiany w polityce, to kolejne wybory nie mają sensu. Będzie jeszcze więcej agresji, nienawiści. Jak pani sobie wyobraża funkcjonowanie w parlamencie po kolejnej kampanii?

Mieliście pomysł, by pomyśleć o tym, by na nowo nakreślić relacje między prezydentem a rządem. Premier swego czasu ogłosił inicjatywę powołania komisji konstytucyjnej. Mijają miesiące i cisza. Gdzie jest ta komisja?
Jak sobie pani wyobraża w takiej atmosferze, w sytuacji, w której nawet prace komisji regulaminowej są blokowane przez 100 posłów PiS, rozmowę na temat zmian w konstytucji? Z kim mamy rozmawiać? Z PiS, które podobnie jak Samoobrona organizuje blokady w Sejmie?

Widać, premier sobie wyobrażał, skoro to ogłosił. Chyba że było to czysto doraźny PR-owski chwyt?
To był początek tej kadencji. Podchodziliśmy do tego zbyt optymistycznie, byliśmy otwarci na rozmowę z opozycją. Sprawa jest cały czas otwarta. Sądzę jednak, że teraz nie ma sensu tworzyć kolejnego pola walki na łokcie i obcasy. Zależy mi na tym, żeby Polacy oglądali jak najmniej scen takich jak na komisji regulaminowej, bo one są wstydem dla wszystkich polityków. Jeśli będzie zgoda na powołanie komisji konstytucyjnej, to zaczniemy ten projekt realizować. Jarosław Kaczyński przyjął strategię totalnej wojny z rządem, więc niestety nie ma na to szans.

A z jego pozycji ta strategia jest skuteczna?
Kaczyńskiemu się to opłaca, bo integruje całą partię i klub parlamentarny. Kiedy nie będzie spoiwa w postaci agresji i języka wojny, w PiS zaczną się konflikty i rozłamy. Nie bez powodu sam Kaczyński kierował awanturą podczas posiedzenia komisji regulaminowej. On chce zagłuszyć wewnętrzne podziały, wskazać wroga na zewnątrz. Ale zbyt dużo jest różnic, grup interesów w PiS. Nie da się tego zamieść pod dywan i wybuchnie bunt.

Ale jeśli ta wojna polsko-polska jeszcze potrwa, to będziemy jako kraj dryfować.
Nie ma takiej wojny. To publicystyczna teza pani gazety.

Nie, to jest opis realnej sytuacji, o której sam pan przed chwilą mówił.
Ale czemu my jesteśmy winni?! Próbuje się nas postawić w roli strony w tej wojnie. Przecież to nie my blokujemy ustawy zgłoszone przez PiS czy prezydenta. Mamy sytuację, w której weto, które zgodnie z założeniami konstytucji miało być używane w szczególnych przypadkach złego prawa, dziś jest stosowane jako oręż walki politycznej z naszym rządem.

Jeśli nie przestaniecie nakręcać tego napięcia i nie zaczniecie rozmawiać, Polska będzie dryfować. Pod waszymi rządami.
Nie zgadzam się. Nie ma mowy o żadnym dryfie. Weto nie stoi na przeszkodzie, by budować autostrady, reformować służbę zdrowia, wprowadzić reformę decentralizacyjną czy emerytury pomostowe. Będziemy to robić, a jednocześnie przekonywać ludzi: nie wszyscy są tacy sami w polskiej polityce. Dlatego też nie poszliśmy na porozumienie z SLD.

*Grzegorz Schetyna, wicepremier i szef MSWiA.