Grodzki skomentował w ten sposób w TVN24 słowa premiera Mateusza Morawieckiego, który stwierdził, że "wygrywamy z epidemią".

Reklama

Chodzi o poniedziałkowy wpis premiera na Facebooku. Szef rządu napisał, że wszyscy czekamy na kolejne pozytywne informacje z frontu walki z koronawirusem. I oto na dobry początek tygodnia oraz ostatniego, świątecznego miesiąca roku, nadeszły kolejne dobre wieści. Nasz hamulec bezpieczeństwa, czyli restrykcje, przynoszą zamierzony skutek - podkreślił. Dane nie kłamią. Proszę spojrzeć na wykres. Wygrywamy z epidemią! Liczba zakażeń spada! Do czasu otrzymania szczepionki stosujmy to, co po prostu działa. Dystans, dezynfekcję i maseczki. Kochani - wytrzymajmy! Cierpliwość, dyscyplina i solidarność opłacą się nam wszystkim. Razem zwyciężymy wirusa - dodał Morawiecki.

We wtorek resort zdrowia poinformował o 9 105 nowych przypadkach zakażenia koronawirusem. Dzień wcześniej - w poniedziałek - w komunikacie poinformowano o 5733 nowych infekcjach. Był to dwukrotny spadek względem niedzieli.

Słowa premiera komentował we wtorek marszałek Senatu, który jest też profesorem nauk medycznych. 18 lat kierowałem szpitalem de facto zakaźnym. Wszystkie świńskie grypy, ptasie grypy, SARS-y i MERS-y przerabialiśmy - podkreślił Grodzki. Jak zaznaczył, premier "już raz obwieścił koniec epidemii po to, by starsi ludzie poszli na wybory". Odniósł się w ten sposób do wypowiedzi Morawieckiego z przełomu czerwca i lipca, gdy trwała kampania wyborcza przed drugą turą wyborów.

Marszałek Senatu podkreślił, że nie traktowałby teraz słów premiera "całkiem poważnie".

Jego zdaniem dane dotyczące zakażeń z ostatnich dni są "zadziwiające". Mamy ciągle bardzo wysoki odsetek dodatnich testów. Jeżeli spojrzeć na to, że przerabiamy drugą falę epidemii, to wiedza lekarska (...) podpowiada nam, że koło maja, czerwca sytuacja będzie w miarę uspokojona, przy dobrym, pozytywnym scenariuszu - zaznaczył. Ale dzisiaj opowiadanie o zwycięstwach z pandemią jest irytujące dla lekarzy. Polska to chyba jedyny kraj, który rozgrywa tę epidemię politycznie, a nie zdrowotnie, to nie powinno mieć miejsca - ocenił Grodzki.